Nowy numer 43/2020 Archiwum

Po maturze bez zmian

– Dla nas matura nie jest egzaminem dojrzałości, ale jednym z wielu sprawdzianów – uważa Marek Żydek, tegoroczny maturzysta. – Egzamin dojrzałości zdam, kiedy wyprowadzę się od rodziców i będę radził sobie sam.

Jeszcze kilkanaście lat temu edukacja kończyła się na maturze i wtedy ten egzamin był dla wielu zwieńczeniem kształcenia. – Dziś człowieka bez matury niezbyt chętnie przyjmą nawet do sprzątania – mówi Marek Żydek, uczeń X LO im. Paderewskiego w Katowicach, który wybiera się na politologię. Wszyscy chcą skończyć jakieś studia. Ale żeby się na nie dostać, trzeba zarobić odpowiednią ilość punktów na maturze. Zostało do niej już niecałe 40 dni. Emocje związane z tym momentem podkręcają media, nauczyciele i rodzice. Jak się okazuje, mniej denerwują się sami zainteresowani. – To sprawdzian umiejętności praktycznych, pisanie według schematu. Dwa lata temu nawet sama Wisława Szymborska nie zdobyła odpowiedniej ilości punktów za interpretację swojego wiersza zgodnie z maturalnym kluczem – śmieją się.

Maturzyści 2011 nie postrzegają matury jako wielkiego wydarzenia, jak ich rodzice. A samych siebie traktują dość krytycznie. – Wszystko, co robimy, schodzi na niż, jest łatwe, lekkie i przyjemne, a my to kupujemy – mówią maturzyści z sosnowieckiego „Staszica” – szkoły znajdującej się w czołówce liceów województwa śląskiego. – Widać to nawet po filmach. Jaki dobry był „Och Karol”, a jaki kiepski jest „Och Karol II”. A dzisiejsze dobranocki nie niosą żadnego przesłania. – Jesteśmy ostatnim rocznikiem, który w dzieciństwie zdążył pożyć w realnej rzeczywistości – na placu zabaw – podsumowuje Marek Żydek. – Teraz całe dnie siedzimy przed komputerem jak jakaś ameba. Albo serfujemy po 450 kanałach w telewizji. Znaleźliśmy ciepły kącik, a nasi rodzice w tym wieku potrafili zmierzyć się z życiem.

Bez bułek i komórek
Dzisiejsza matura niewiele przypomina tę, którą pisali podchodzący do niej jeszcze w 2004. Wszystko zmieniło się w 2005 r., a wydaje się, jakby to były wieki. Dawne matury obrosły legendą. – Dziś ściąganie nie jest możliwe – mówią zgodnie nauczyciele i uczniowie. Na sali między stolikami zachowane są odległości tak duże, że każdy zostaje sam na sam ze swoją kartą egzaminacyjną. Nie można wnosić maskotek, wody do picia, rodzice nie przygotowują już legendarnych bułek z szynką, w których miały być ukryte ściągi. Nauczyciele przed wejściem zabierają uczniom komórki i tylko w wyjątkowych sytuacjach pozwalają wyjść do toalety. Piszących nie pilnują już nauczyciele uczący zdawanych przedmiotów, od których w krytycznym momencie można było uzyskać jakąś pomoc. A przede wszystkim prace są kodowane i nikt nie wie, kto jest ich autorem. – Prace z Sosnowca mogą zostać sprawdzone w Częstochowie – mówi Dorota Domagała-Pępek, polonistka z Liceum Katolickiego w Sosnowcu, od 18 lat w zawodzie.

– Dziś oceny stawiane są obiektywnie przez nieznających uczniów nauczycieli – podkreśla Jolanta Opuchlik-Polak z sosnowieckiego katolika, od 25 lat ucząca historii. – Te same testy i klucz ich oceny obowiązują w całym kraju dla wszystkich szkół, nawet wieczorowych. Dawniej zestaw zadań i tematy prac z przedmiotów humanistycznych były inne w poszczególnych województwach i miały różny stopień trudności. Dziś uczniowie wybierają pakiety przedmiotów potrzebnych do przyjęcia na najbardziej atrakcyjne kierunki. Najlepiej zdawać jak najwięcej przedmiotów na poziomie rozszerzonym. Na przykład na prawo trzeba wybrać: język polski, historię, WOS albo w zależności od uniwersytetu – język obcy. Coraz więcej osób wybiera rozszerzoną matematykę, fizykę i chemię, bo te kierunki studiów przyciągają chętnych stypendiami.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama