GN 48/2020 Archiwum

Maratończycy

Krzysiek i Achim w lutym na Malcie przebiegli pełny maraton. To był symboliczny początek ich nowego życiowego biegu. Wcześniej Krzysiek był hazardzistą, a Achim pił i siedział w więzieniu.

Jako 15-latek wpadł w jeden długi ciąg – 13 lat picia. Przestał, przychodząc do „Betlejem”, bo taki jest warunek wspólnotowego życia. – Obiecałem panu Janowi (darczyńca i przyjaciel wspólnoty), że nie będę pił do końca mojego życia – opowiada. – Nie mogę złamać obietnicy, bo nie oszukałbym pana Jana, ale sam siebie. Z siebie jestem bardzo zadowolony, bo wreszcie mam spokój od tego nałogu. Tyle że papierosy palę… Na 3 lata trafił do więzienia za pobicie kolegi ze szkoły w Bytomiu. – Dostał ode mnie takiego mocnego byka, że karetka przyjechała, wstrząs mózgu miał – mówi. – Wiem, że mógł umrzeć.
Przesiedział 3 lata w więzieniu z godziną spacerniaka. Z tego czasu zostały mu trzy tatuaże. Jeden na przedramieniu z sercem i z imionami kolegów z więzienia. Ale teraz ma w sercu ludzi ze Wspólnoty „Betlejem”. Do których może się uśmiechać, grzecznie mówić „dzień dobry” i czuć się przez nich szanowany. Pytany o miejsce zamieszkania, podaje nowy adres: Jaworzno, Długa 16. – Tu doszedłem do siebie – mówi. – Najważniejsze, że nie mam zabójczych myśli o wybijaniu szyb, pobiciu kogoś, złamaniu mu ręki. Mam spokój – jestem wolny od pokus – podkreśla. I docenia, że może dla innych sprzątać, przygotowywać drzewo na wykonywane przez nich ikony.

Nieraz kradł razem z braćmi. Kiedyś podczas kradzieży telewizora policja zamknęła go na 48 godzin. – Policjant mi powiedział: „Ostatni raz, Karwat, tak zrobiłeś” – pamięta. – A następnego dnia znów szybę w sklepie w biały dzień wybiłem. Pojechałem na dołek, założyli mi sprawę. Sędzia powiedziała: „Ostatnią szansę masz”. Dostałem dwa lata w zawieszeniu i teraz muszę się trzymać, żeby nie zrobić nic złego.
W podstawówce już zdobył medal za wygranie biegu. Ale brat sprzedał go na wódkę. Ten zdobyty na Malcie sam zawiesił na szyi Filipka. Wierzył, że zwycięsko ukończy maraton, choć w życiu poniósł wiele klęsk. – Bieganie to dobry sport, jednego dnia zakwasów się dostaje, drugiego odpoczynek i znów, tak my dziennie biegali – opowiada. – I nogi wytrzymały, przybiegłem pierwszy z „Betlejem”, nie dla siebie, ale dla Filipka – cieszy się. Podobnie zaprawia się we własnym, lepszym życiu. Wciąż się chwali, że coś mu się udało. Podczas wyprawy kupił sobie mały krzyżyk maltański – wyrób tamtejszych rzemieślników.
– Czujesz go na piersiach? – pytam.
– Trafił mi się, to trochę cierpienia, ale trza je wytrzymać.
– Cierpienie to też uwalnianie się z nałogu?
– Pewnie, ale dam radę…
Podróżując na Maltę po raz pierwszy w życiu wsiadł do samolotu. – Samolot leci trochę szybciej, ale jak się biegnie, to też się frunie – mówi. – Nad wszystkim, co było.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama