Nowy numer 46/2018 Archiwum

Przeżyłem pięcioletnie rekolekcje

Te pięć lat były czasem rekolekcji – mówi ksiądz prałat Sławomir Oder w rozmowie z KAI, podsumowując swoją pracę postulatora procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Jana Pawła II.

W rozmowie ks. prałat mówi m.in. o swoich spotkaniach z papieżem, przebiegu prac procesowych, świętości papieża Wojtyły, licznych cudach „cielesnych i duchowych” za jego wstawiennictwem oraz czym Jan Paweł II może zafascynować współczesny świat.

Oto tekst rozmowy z ks. prał. Sławomirem Oderem, postulatorem w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II:

Czy Ksiądz Prałat miał okazję spotykać się z cierpiącym Janem Pawłem II?

– Moje kontakty z Ojcem Świętym nie były częste, gdyż pracowałem w strukturach diecezji rzymskiej. Jeśli do nich dochodziło, to jedynie z powodów urzędowych. Raz byłem zaproszony na kolację do papieża, ale wtedy znaki jego choroby były już bardzo wyraźne. Doskonale było widać, że jest to człowiek głębokiej wiary, nadziei, spokoju mimo oznak postępującej słabości. Miał w sobie moc, która wynika ze spotkania z krzyżem Chrystusa.

Gdzie był Ksiądz Prałat, gdy przyszła agonia i śmierć?

– Na Placu św. Piotra. Z przyjaciółmi chodziliśmy pod okna Pałacu Apostolskiego każdego dnia. Chcieliśmy być blisko człowieka, który tak wiele dał nam miłości. Była to potrzeba serca. W chwili śmierci też byłem na placu z grupą przyjaciół z Polski i tam modliliśmy się. Pamiętam ich zgorszenie, jak po ogłoszeniu, że Jan Paweł II „odszedł do Domu Ojca” i chwili ciszy zgromadzeni zaczęli bić brawo. Dla nas, Polaków, jest to niezrozumiałe, ale we Włoszech takie zachowanie bardzo często towarzyszy śmierci człowieka i pogrzebowi. Jest to forma wdzięczności i podziękowania za życie temu, który odszedł do Boga. Jan Paweł II był Wielkim Artystą, który zszedł z tego świata. Po ludzku czułem wtedy ból. Jak nie płakać, kiedy odchodzi ktoś kochany? Z drugiej strony miałem w sobie świadomość chrześcijańskiej nadziei i tego, że odszedł do wieczności ktoś święty.

Wtedy też zrodziło się w Księdzu przekonanie o świętości Jana Pawła II?

– Natychmiast! Była to myśl spontaniczna. Takie samo przekonanie pojawiło się u wielu innych osób, jeśli nie u wszystkich. Nigdy nie ośmieliłem się odprawić Mszy św. w intencji Jana Pawła II, gdyż miałem zawsze świadomość, że on jest święty. Trudno się było modlić za niego, ale raczej modliłem się do Boga przez jego wstawiennictwo. Jeszcze na Placu św. Piotra przygotowałem sobie intencję: „Idziesz do Ojca, proszę, nie zapomnij o tym i o tym”.

Czy to przekonanie o świętości było także jedną z przesłanek, że Ksiądz Prałat został postulatorem procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II?

– W Bożych planach jakoś to się wszystko zbiegło. Nikt nie wiedział, co noszę w sercu. Pamiętam początek tej wspaniałej przygody. 13 maja 2005 r. odbyło się spotkanie Benedykta XVI z kapłanami pracującymi w diecezji rzymskiej w bazylice św. Jana na Lateranie (zaplanowane jeszcze jako spotkanie z Janem Pawłem II). Papież ogłosił wtedy swoją decyzję o dyspensie z pięcioletniego oczekiwania na rozpoczęcie procesu. Wstaliśmy wszyscy i zaczęliśmy wiwatować. Decyzja Benedykta XVI została przyjęta okrzykami radości i wielkim aplauzem. Papież też wstał i cieszył się razem z nami. Entuzjazm emanował również z jego osoby.

Czy była to indywidualna decyzja Benedykta XVI, czy poprzedziły ją jakieś konsultacje?

– Wiadomo, że kard. Joseph Ratzinger pracował z Janem Pawłem II przez wiele lat jako najbliższy jego współpracownik. Dlatego w przypadku tej decyzji zbiegły się dwie rzeczy. Po pierwsze, osobiste doświadczenie Benedykta XVI, któremu dawał wyraz w sposób bardzo jednoznaczny podczas celebrowania Mszy św. w każdą rocznicę śmierci swojego poprzednika. Za każdym razem chciał uczcić w sposób szczególny pamięć Jana Pawła II, a homilie wtedy wygłaszane mogłyby z powodzeniem być wygłoszone w dniu beatyfikacji. Było widać głębokie i osobiste zaangażowanie Benedykta XVI w proces beatyfikacyjny.

Z drugiej strony, zanim zaczęło się konklawe, kardynałowie konsultowali się i powstała inicjatywa, aby przedstawić następcy Jana Pawła II prośbę o jak najszybsze rozpoczęcie procesu. A jeszcze wcześniej rzesze zgromadzone na Placu św. Piotra podczas pogrzebu wznosiły okrzyk „Santo subito!”.

Tak więc wiele czynników, także emocjonalnych, złożyło się na to, że Benedykt XVI podjął decyzję o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego. Nie tylko podjął decyzję, ale dał też wyraz swej radości z tego powodu. W podobnie radosnej atmosferze papież ogłosił datę beatyfikacji Jana Pawła II i tym samym zakończenie procesu beatyfikacyjnego.

Jak to się stało, że to właśnie Ksiądz Prałat został postulatorem?

– Prawdę mówiąc nie wiem, dlaczego tak się stało. Pewnie kiedyś to zrozumiem. 13 maja 2005 r., jeszcze przed spotkaniem z Ojcem Świętym, kardynał wikariusz diecezji rzymskiej Camillo Ruini poprosił mnie, abym po spotkaniu przyszedł do niego. Było to dla mnie kłopotliwe, gdyż spieszyłem się na samolot do Polski. Ale udało się to sprawnie załatwić i po odjeździe Benedykta XVI kard. Ruini przekazał mi swoją decyzję o mianowaniu mnie postulatorem procesu beatyfikacyjnego. Nie miałem więc wiele czasu na zastanowienie.

Nikt nie rozmawiał wcześniej z Księdzem na ten temat?

– Nie miałem żadnych sygnałów i nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał. Po prostu poinformowano mnie o podjętej decyzji.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy