Nowy numer 44/2020 Archiwum

Sam na sam z więźniami

Nie każdy wolontariusz nadaje się do pracy z więźniami, wielu rezygnuje już podczas szkoleń. Przeraża ich myśl, że strażnik zamknie drzwi, a oni zostaną sam na sam z więźniami – mówi w rozmowie z KAI Elżbieta Mirska, członkini i wolontariuszka Bractwa Więziennego.

Bractwo Więzienne od 18 lat angażuje się w ewangelizację i wsparcie socjalno-terapeutyczne byłych i obecnych więźniów oraz ich rodzin. We wspomnienie Dobrego Łotra 26 marca przypada III Dzień Modlitw za Więźniów.

Jakie intencje towarzyszą wolontariuszom pracującym z osadzonymi w obchodzony 26 marca Dzień Modlitw za Więźniów?

- Zawsze prosimy w modlitwach o to, by więźniowie dobrze wykorzystali czas, który spędzają w więzieniu oraz o to, aby ich życie się zmieniło na lepsze. Modlitwą obejmujemy też rodziny więźniów – to one są, nie zawsze zauważanymi, ofiarami wejścia ich bliskiego w konflikt z prawem. W więźniu zawsze staramy się dostrzegać człowieka, który cierpi, choć wiemy, że zasądzona kara jest zasłużona i adekwatna do jego czynów. Jednak to rodzina cierpi bardziej. Często więzień był jedynym żywicielem wielodzietnej rodziny. Gdy ojciec trafia za kratki, matka zostaje sama często z kilkorgiem dzieci i nikt jej nie pomaga.

Modlimy się też za tych, którzy wyszli na wolność i starają się ułożyć sobie życie. Nie jest łatwo. Byli więźniowie mają problemy ze znalezieniem i utrzymaniem pracy. Ciągną się za nimi nałogi: alkohol lub narkotyki. Potrzebują pomocy nie tylko socjalnej, ale i terapeutycznej, inaczej znowu trafią do więzienia. A to dla nich często jedyne wyjście w sytuacji, gdy sobie nie radzą na wolności.

Więźniowie chcą, by o nich pamiętać i modlić się za nich?

- Tam, gdzie docieramy, a jest to 55 jednostek penitencjarnych, widać, że więźniowie bardzo chcą, by o nich pamiętać w modlitwie. Modlą się też sami, przystępują do spowiedzi, pomagają w przygotowaniu oprawy Mszy św. i uczestniczą w niej.

Bractwo Więzienne stawia sobie za cel pomoc ewangeliczną, terapeutyczną i socjalną osobom zagrożonym wykluczeniem społecznym z powodu izolacji więziennej. Na czym ta pomoc polega?

- Bractwo Więzienne działa w oparciu o porozumienie z Dyrektorem Generalnym Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Umożliwia nam ono wstęp na teren jednostek penitencjarnych: aresztów śledczych i więzień, choć z tym bywa różnie. Organizujemy spotkania za pośrednictwem kapelana więzienia, najczęściej z grupami więźniów. Ostatnimi laty sytuacja się pogorszyła: zabrakło miejsc na spotkania, wiele świetlic zamieniono bowiem na cele. Kiedyś na spotkanie mogło przyjść nawet 20 więźniów, grupy były większe, dziś są to jednorazowo osadzeni z dwóch celi, więc przyjdzie dwóch lub trzech. Takich małych grup jest więc dużo. Bywa, że jeden wolontariusz spędza z więźniami 5-6 godzin.

Rzadziej przeprowadzamy rozmowy indywidualne. Wtedy też brakuje miejsca. Na korytarzach nie wolno, wykorzystujemy więc pokoje do przeszukań. Wszystko zależy od dobrej woli dyrektora więzienia.

O czym rozmawiacie?

- Najczęściej po prostu o życiu. Poruszamy też tematy związane z wiarą, wyjaśniamy przykazania, katechizujemy, by przygotować więźnia do sakramentów, jeśli tego chce. Dawniej przygotowywaliśmy przeważnie do sakramentu bierzmowania, obecnie coraz częściej więźniowie przystępują do chrztu lub pierwszej komunii.

Podczas takich rozmów więźniowie opowiadają o swoim życiu. Są to często bardzo wzruszające historie osobiste, z których wyłania się smutny schemat: od domu dziecka przez dom poprawczy do więzienia. Życie bez bliskich relacji z rodziną, w samotności. Z rozmów i choćby krótkotrwałych emocji wiem, że w wielu z nich jest postanowienie zmiany dotychczasowego życia, chęć poprawy. Życie na wolności różnie potem weryfikuje takie postanowienia.

« 1 2 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama