Nowy numer 44/2020 Archiwum

Dymisja Dalajlamy odrzucona

Tybetański Parlament na Uchodźstwie w Dharamsali w północnych Indiach poprosił 18 marca niemal jednogłośnie Dalajlamę XIV, aby na nowo rozważył swą zapowiedź ustąpienia z funkcji politycznego przywódcy Tybetu. Samdhong Rinpoche – premier tybetańskiego rządu na wygnaniu – powiedział włoskiej agencji misyjnej AsiaNews, że posłowie przedstawią obecnie swą uchwałę samemu zainteresowanemu, aby się z nią zapoznał i podjął ostateczne postanowienie.

Dalajlama zapowiedział 10 marca, że w najbliższych dniach zrzeknie się swych obowiązków politycznych jako głowy rządu tybetańskiego na uchodźstwie. W przemówieniu, wygłoszonym w 52. rocznicę powstania antychińskiego, które m.in. doprowadziło do jego ucieczki do Indii, wyjaśnił, że z decyzją tą nosił się od dawna, ale obecnie zaproponuje poprawki do konstytucji, aby jego rodacy byli zarządzani przez przywódcę, „wybranego w sposób wolny”.

„Parlament tybetański wysłuchał woli ludu, a lud nie chce tracić przywództwa Dalajlamy. Uważamy ją naprawdę za ważną” – oświadczył premier. Podkreślił, że „kwestia tybetańska i Dalajlama stały się pojęciami niemal tożsamymi a jedyną twarzą naszego ruchu jest Dalajlama”. Jego zdaniem, „potrzeba będzie naprawdę wiele czasu, aby zbudować nowy wizerunek lub nowe oblicze”. „Rozumiem, że wszelkie nowinki napotykają najpierw liczne trudności, ale rząd tybetański nie zaakceptuje ustąpienia Dalajlamy” – zapowiedział Rinpoche.

Dodał, że obecnie ruch należy do duchowego i politycznego przywódcy Tybetańczyków. 19 bm. potwierdził on, że jest zdecydowany porzucić swą rolę polityczną, mimo uchwały parlamentu.

Według szefa rządu emigracyjnego, „należy oczekiwać, że Jego Świątobliwość uwzględni prośbę parlamentu, a jego «ponowne przemyślenie» nie byłoby sprzeczne z zasadami buddyzmu tybetańskiego, byłoby bowiem jedynie uszanowaniem pragnień ludności, byłoby dla jej dobra”.

Na pytanie, czy ustąpienie Dalajlamy można odczytać jako potwierdzenie niektórych oskarżeń chińskich, jakoby był on terrorystą, Rinpoche oświadczył, że „nie dbamy o to, co mówią i robią Chiny, oni mówią, cokolwiek chcą”. „Czytelnikom AsiaNews mówię: spróbujcie zrozumieć trudności ludu tybetańskiego, który przyjął z problemami i zatroskaniem decyzję Jego Świątobliwości. Zechciejcie wczuć się w naszą sytuację i w sprawę tybetańską” – zachęcał premier rządu na uchodźstwie.

Dalajlama już wcześniej nieraz zapowiadał, że chce się wycofać z polityki i poświęcić się wyłącznie sprawom duchowym jako przywódca buddyzmu tybetańskiego. Wyraził również nadzieję, że będzie mógł wrócić do Chin, skąd musiał uciekać w 1959, po krwawym stłumieniu wspomnianego powstania Tybetańczyków przeciw panowaniu Pekinu.

Władze chińskie ze swej strony wielokrotnie oskarżały i oskarżają Dalajlamę, że jest tylko chytrym politykiem, usiłującym podzielić kraj, wykorzystując do tego nawet terroryzm, aby uzyskać niepodległość Tybetu. W rzeczywistości on sam wielokrotnie powtarzał, że opowiada się wyłącznie za „autonomią kulturalną” jego ojczyzny, aby uratować jej kulturę i religię przed „ludobójstwem” ze strony Chin.

Tymczasem 18 bm. tysiące Tybetańczyków wzięły udział w obrzędzie spalenia zwłok młodego mnicha Phuntsoka z klasztoru Kirti w powiecie Ngaba w Syczuanie, który dwa dni wcześniej podpalił się na głównej ulicy Ngaby na znak protestu przeciw uciskowi i okupacji chińskiej. Władze pekińskie wydały 17 bm. ciało rodzinie, nakazując, aby do następnego dnia zostało ono skremowane. Za samochodem wiozącym spalone zwłoki szły tysiące osób – mnisi i mniszki, krewni zmarłego i obcy ludzie, otaczani przez uzbrojonych żołnierzy.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama