Nowy numer 25/2022 Archiwum

Przymiarki do zmian

O pułapkach dobrej woli i strażniku konstytucji z posłanką Grażyną Gęsicką rozmawia Joanna Jureczko-Wilk

Grażyna Gęsicka - doktor socjologii. Uczestniczyła w obradach Okrągłego Stołu w komisji ds. górnictwa. Była ekspertem i doradcą w zakresie rozwoju regionalnego, a potem także w sprawach wykorzystania funduszy unijnych. Została ministrem rozwoju regionalnego w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza i w kolejnym – Jarosława Kaczyńskiego. W Sejmie obecnej kadencji jest wiceprzewodniczącą Komisji ds. Unii Europejskiej oraz przewodniczącą Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.

Joanna Jureczko-Wilk: Jak należałoby znowelizować ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, żeby prawo pomagało, a nie krzywdziło?
Grażyna Gęsicka: – Do rządowego projektu, przedstawionego Sejmowi, mamy wiele zastrzeżeń. Poprawek jest tyle, że właściwie trzeba by go napisać od nowa. Przede wszystkim chcielibyśmy powrócić do pomysłu, proponowanego kiedyś przez Joannę Kluzik-Rostkowską, żeby stworzyć bazę danych, dostępną dla wielu instytucji zajmujących się pomocą rodzinie w trudnej sytuacji, np. policji, sądu, kuratorów sądowych. Każdy z nich mógłby w niej umieścić informację o dziecku, które z jakichś przyczyn do niego trafia i potrzebuje pomocy. Taka wielokanałowa wiedza byłaby bardzo przydatna nie tylko sądom rodzinnym. Dzięki niej łatwiej można byłoby zdiagnozować, jak skutecznie pomóc całej rodzinie.


Projekt przewiduje, że pracownik socjalny będzie mógł decydować o zabraniu dziecka z rodziny, jeśli uzna, że jest ono zagrożone przemocą. To rodzi pokusę, by pójść na skróty i zamiast pomagać biednej, nieradzącej sobie rodzinie, po prostu wyjąć z niej dziecko.
– Bieda nie jest powodem do tego, żeby dziecko z rodziny zabierać, i to wyraźnie podkreślamy w jednej z naszych poprawek do projektu. Umieszczanie dzieci w domach dziecka w takim przypadku jeszcze pogłębia nieszczęście rodziny i nie rozwiązuje żadnego problemu. W większości przypadków rodzice kochają dzieci, ale z różnych powodów nie potrafią się nimi zająć. Wtedy wystarczy pomoc finansowa, nadzór, czasami zaangażowanie dalszej rodziny.

W zaproponowanym przez PiS projekcie konstytucji określono małżeństwo jako związek wyłącznie mężczyzny i kobiety. Czy dotychczasowe określenie „związek kobiety i mężczyzny” nie wystarczało?
– Nie jesteśmy za tym, żeby piętnować lub uniemożliwiać inne związki, ale uważamy, że ochrona państwa należy się małżeństwu i rodzinie. Za chwilę może się pojawić propozycja, żeby równoprawnie traktować związki nie tylko homoseksualne, ale też na przykład kilkuosobowe, bo przecież one też się kochają. W naszej koncepcji świata to nie są już związki rodzinne.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama