Nowy numer 43/2020 Archiwum

Boję się tylko fal

O przysmakach żubrów i ostrym przysmaku podróżniczki, zjedzonym misjonarzu i o grochu z kapustą z Elżbietą Dzikowską rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Lubi Pani Warszawę?
Elżbieta Dzikowska: – Tak! Lubię, chociaż nie uważam, żeby była szczególnie piękna. Tu mam dom – to moja Itaka, moja przystań. Lubię Warszawę, bo w niej się dużo dzieje, jest wiele wydarzeń kulturalnych. Mieszkają tu też moi przyjaciele. Nie umiem sobie wyobrazić życia poza stolicą, choć są inne – piękniejsze miasta: Gdańsk, Kraków, a przede wszystkim Toruń. Jest tam najpiękniejszy rynek gotycki na świecie. I oczywiście Muzeum Podróżników im. T. Halika. Przekazałam tam wiele pamiątek, które przywoziliśmy z całego świata. Zapraszam do zwiedzania. Franciszkańska 11.

Pytam o Warszawę, bo podobno Podlasiacy jej nie lubią. A Pani pochodzi z Podlasia.
– Podobno istnieją takie tendencje (śmiech), choć ja ich nie podzielam. Ponoć i Kraków za stolicą nie przepada, ale tego też nie zauważyłam. Warszawianką nie jestem, ale od szesnastego roku życia tu mieszkam. Pochodzę z Międzyrzeca Podlaskiego, wokół którego są przepiękne okolice. Koniecznie trzeba zobaczyć choćby Radzyń Podlaski z zabytkami w stylu rokoko. Na Podlasie jeżdżę dość często, przyjaźnię z wieloma ludźmi. Jeżdżę do Krzymoszyc, do przyjaciela, który założył gospodarstwo agroturystyczne, ze wspaniałym kozim serem, świeżymi jajami kur i perliczek, gdzie panuje cisza i spokój. Z radością wracam na Szlak Tatarski, nad Biebrzę z unikatowymi bagnami, do Supraśla, czy na Grabarkę – czyli do prawosławnej Częstochowy. Podlasie jest piękne, a czarujące miejsca można wymieniać bez końca.

No właśnie, wolałabym, żeby Pani już... nie wymieniała
– Nie chce pani, żeby Podlasie zostało odkryte i „zadeptane”... Właściwie to rozumiem, bo na przykład w Bieszczady już nie jeżdżę w tzw. sezonie. Bywam tam zimą, i całe Bieszczady – słoneczne wtedy i przepiękne – są moje. A jeśli chodzi o Podlasie, to odkryta jest na przykład Puszcza Białowieska. Lubię tam jeździć i oglądać prastare drzewostany i oczywiście żubry. A wie pani, co żubry najchętniej jedzą?

Żubrówkę?
– Opieńki! Tam jest mnóstwo opieńków. Człowiek ich nie zbiera, bo to ścisły rezerwat, a żubry mają używanie.

Pani przewodniki po Polsce są pełne anegdot, historii opisanej przystępnym językiem, ciekawych ilustracji – są pełne pasji poznania tego, co – wydaje się – jest znane.
– Tylko się wydaje. Coraz częściej wybieramy ciepłe plaże, leżenie przy podgrzewanym basenie, niż oglądanie i poznawanie własnego kraju. Powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie” nabrało w ostatnich latach nowego sensu. To oczywiście dobrze, że można jeździć za granicę, zwiedzać świat. Ale szkoda, że zapomina się o tym, co cenne u nas. Co pięcioletnie dziecko zrozumie i zapamięta, oglądając piramidy w Egipcie? Może lepiej, żeby najpierw poznało kulturę Kaszubów, zobaczyło na własne oczy krowę, kozę i jak się robi swojski ser? Zaszczepienie w dzieciach pasji poznawczej to ważne zadanie dla rodziców. A trochę trudno zaszczepić tę pasję z leżaka. Owszem, można dziecku pokazać Kretę, ale dlaczego też nie pojechać do Chałup? Polskie morze jest wyjątkowe, plaże są piękniejsze niż te nad Morzem Egejskim. Plażę w Dębkach, gdzie Piaśnica wpada do morza, odwiedzam bardzo często. Robię tam zdjęcia makro – z dużego przybliżenia: rzeźba piasku, która zmienia się co chwilę, jest fascynująca.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama