Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie lękajcie się telewizji

O tym, czy katolik może być telewizyjną gwiazdą, czy w TV jest miejsce na poważną rozmowę, z Szymonem Hołownią rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

Szymon Hołownia – lat 32, dziennikarz, publicysta. Publikuje w tygodniku „Newsweek Polska”. Jest dyrektorem programowym kanału Religia TV. W tej stacji prowadzi talk-show „Między sklepami”, nadawany z centrum handlowego Złote Tarasy w Warszawie. Współprowadzi program „Mam talent!” w telewizji TVN. Jest m.in. laureatem nagrody „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. Ostatnio opublikował książkę „Ludzie na walizkach” – zbiór wywiadów o cierpieniu.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Czy dobrze Pan się czuje w roli telewizyjnego showmana?
Szymon Hołownia: – Nie umiem w moim życiu zawodowym zająć jednego miejsca, więc nie czuję się wyłącznie „showmanem”, tak jak nie czuję się wyłącznie poważnym panem, który głosi bardzo poważne treści. Uprawiam grę na wielu bębenkach, bo taki jestem. Mam potrzebę eksperymentowania w różnych nowych formach, ale najgłębsza treść, o którą mi w życiu chodzi, pozostaje ta sama.

Czy prowadzenie programu „Mam talent” to udany eksperyment?
– Nie chcę dorabiać do tego ideologii; poszedłem do tego programu, bo miałem ochotę to zrobić, po prostu. Gdy oglądałem brytyjską edycję „Mam talent", płakałem ze wzruszenia i ze śmiechu. Dlaczego miałbym nie pokazać się w edycji polskiej? Bo jestem katolikiem? To absurd. A co z postulatem obecności katolików w życiu społecznym? Dlaczego miałby się on ograniczać do smutnych panów, którzy zakładają kolejne partie z rodzinami czy narodem w nazwie, dlaczego nie ma być nas widać również w kulturze masowej? Słyszałem też, że nie powinienem tego robić, bo to stoi w sprzeczności z moim wizerunkiem. I tu pojawia się kłopot – co jest dla mnie ważniejsze – szuflada, w której mnie zamknięto, czy ja sam. Przecież ja zawsze byłem facetem, który oprócz zajmowania się tematami z najpoważniejszej półki, miał ogromną potrzebę wygłupiania się, bawienia ludzi, bycia wśród nich.

Uwielbiam seriale, czytam „Vanity Fair" i „GQ", piszę o kulturze masowej, żartuję czasem, że jestem jak przedwojenna kucharka ,którą kręcą dwie rzeczy – Kościół i popkultura. Nie mam wyłącznie myśli, mam też emocje, to jest mój prawdziwy wizerunek. Pewien konserwatywny publicysta obraził się na mnie i powiedział, że póki jestem w „Mam talent" on nie przyjdzie do mojego programu w religia.tv. Coś tracę, ale coś też chyba zyskuję. Dostałem dziesiątki maili, w których ludzie, którzy nie mieli pojęcia, że zajmuję się religią, pytają o swoje relacje z Kościołem, czy z Bogiem. To dzięki programowi „Mam talent” nagle sypnęły się zaproszenia do szkół, do parafii, dzwonią nawet ludzie z prasy parafialnej, prosząc o komentarz do Ewangelii o talentach.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama