GN 30/2021 Archiwum

Papież dawał nam wycisk

Z Enrico Marinellim, "aniołem stróżem" Jana Pawła II, o Papieżu śpiącym na ziemi i szusującym na nartach rozmawia Marcin Jakimowicz.

Idąc, na szlaku spotyka się co chwila turystów. Czy wyprzedzaliście Papieża, by ich sprawdzić?
– Nie dało się tego zrobić. Wybieraliśmy miejsca odizolowane, ale jeśli już spotkaliśmy kogoś na szlaku, to podchodziłem do niego i mówiłem spokojnie: Papież zaraz pana pobłogosławi, ale proszę nie mówić nikomu o tym spotkaniu, dobrze? Bo gdyby takie informacje wyszły na jaw, za chwilkę w dolinie czekałby na nas tłum dziennikarzy. I po wypoczynku…

Trudniej chyba było zapewnić anonimowość Papieżowi w ogromnych rzymskich korkach?
– Tak, ale on na takie nieoficjalne wypady jeździł zawsze incognito, bez żadnego kordonu policji. I w takich sytuacjach nie był rozpoznawany.

Podobno na szlaku Jan Paweł II zawierał niecodzienne przyjaźnie?
– Tak. Pamiętam zwłaszcza jedną sytuację. Szliśmy do schroniska. Podczas wędrówki spotkaliśmy niemieckie małżeństwo z sześcioletnim chłopcem. Rozpoznał on Papieża, podbiegł do niego, a Papież przytulił go, podał mu rękę i zapytał: Chcesz mi towarzyszyć? I poszli. Spory kawałek przeszli, trzymając się za ręce i cały czas rozmawiając. Na drugi dzień, gdy Papież zaczął odprawiać Mszę, nagle spomiędzy barierek wybiegł mały chłopak – wczorajszy przyjaciel – i pobiegł do Jana Pawła II. Papież uśmiechnął się i głośno pozdrowił jego rodzinę.

Papież powiedział Wam: traktujcie Waszą pracę jak modlitwę. To nieoczekiwane słowa dla tych, którzy na co dzień uganiają się za przestępcami albo rozdzielają walczących kibiców Lazio i Romy?
– To były mocne słowa. Ale powiem szczerze: zawsze próbowałem wykonywać swą pracę z pełnym szacunkiem dla drugiego człowieka. Czasami wręcz naciągałem prawo, by nie skrzywdzić nikogo. Słowa Papieża zapamiętam na całe życie; mówił: „Módlcie się w czasie pracy”, tak jakby chciał nam powiedzieć: gdy wkładacie w swą pracę uczucie, zaangażowanie, serce, to wasza służba staje się modlitwą.

Często pisze Pan o reakcjach ludzi, którzy przypadkowo spotkali Papieża na szlaku: zaskoczenie, wzruszenie, radość. A czy kiedykolwiek spotkaliście się z ironią czy jawną agresją?
– Nie, nigdy! Nawet wtedy, gdy mieliśmy do czynienia z tłumami. Ludzie czuli, że to był Papież pokornych, ubogich, chorych. Wychodził zawsze do tłumów.

Był Pan „aniołem stróżem” Papieża w czasie jego wypadów na narty. Żałował Pan, że sam nie nauczył się jeździć?
– Ooo, tak (śmiech). Stałem na dole, przy wyciągu i obgryzałem paznokcie. Papież zapytał: Dlaczego pan, generale (tak mnie nazywał od początku), nie nauczy się jeździć? Zapraszam... Ale ja odpowiedziałem: Lepiej żeby Ojcu Świętemu towarzyszył policjant, który jest świetnym narciarzem. I tak zostało.

Czy, wdrapując się na włoskie Dolomity, Papież wspominał polskie góry?
– Tak. Kiedyś stanął na grani w górach Valle D’Aosta, uśmiechnął się i ze wzruszeniem powiedział: Tu jest tak pięknie jak w Tatrach. Widzieliśmy, że bardzo tęskni.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także