Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie jesteśmy panami życia

O karze śmierci, obronie koniecznej i furtkach w prawie kościelnym z ks. Janem Sikorskim rozmawia Jacek Dziedzina

ks. Jan Sikorski doktor teologii, były Naczelny Kapelan Więziennictwa RP. W latach 1981–82 duszpas- terz internowanych w Białołęce, obecnie proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca w Warszawie na Kole.

Jacek Dziedzina: Pracuje Ksiądz z różnymi więźniami. Czy zdarzyło się kiedyś, że patrząc na jednego z nich, pomyślał Ksiądz: ten człowiek powinien być skazany na karę śmierci?
ks. Jan Sikorski: – Mam w pamięci rozmowę z człowiekiem, który miał za dwa tygodnie wyjść na wolność, ale rzucił się na funkcjonariusza i zabił go nożem. Zabójca to młody człowiek, który nie wyglądał groźnie. Nie wiadomo w ogóle, dlaczego to zrobił. Starałem się patrzeć mu w oczy i wyczytać, o co mu chodziło. Wyglądało na to, że on kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił. Jakby jakaś ślepa siła go popchnęła do tego czynu.

A za co był wcześniej skazany?
– Dokładnie nie pamiętam, ale to był jakiś zwykły, pospolity przestępca. Myślę jednak, że każdy człowiek stanowi inny świat i trudno tu szukać jakichś uogólnień.

Ale czy, zdaniem Księdza, powinien być skazany na śmierć?
– Dla mnie kara śmierci emocjonalnie jest zrozumiała. Lęk społeczeństwa przed zagrożeniem też jest zrozumiały. Nawet w nauce Kościoła kara śmierci, pod wieloma obwarowaniami, była dopuszczalna jako samoobrona społeczeństwa przed nieszczęściem. Ale wydaje mi się, że jest w tym więcej emocji i troski o swój los niż troski o zasady. Jednak zasada „nie zabijaj” powinna obowiązywać w każdej sytuacji. I w momencie, kiedy mam przed sobą człowieka, nawet jeśli jest zbrodniarzem, ale który nie jest w stanie się już obronić, bo został złapany, to mam przed sobą bezbronnego człowieka. I kto mi dał takie prawo, żebym ja temu człowiekowi odbierał życie? Przecież on w danym momencie mnie osobiście nie zagraża.

Zwolennicy kary śmierci mówią, że przykazanie „Nie zabijaj” dotyczy tylko zabójstwa osoby niewinnej.
– Bibliści próbują rozważyć dwa znaczenia hebrajskich słów: tam jest „nie zabijaj” i „nie morduj”. Ale nie wiem, czy to można odnieść do kary śmierci. Zabijanie w obronie własnej na wojnie jest usprawiedliwione o tyle, o ile bronię swojego życia. Natomiast tutaj, w przypadku skazańca, jest inaczej. Bardzo trafnie pokazał to Kieślowski w „Krótkim filmie o zabijaniu”: oprawcy stają przed człowiekiem i teraz to on broni swojego życia. Kto daje człowiekowi taki mandat, że przekracza Boże przykazanie i zabija? Ja wiem, że ten człowiek zagraża społeczeństwu. Natomiast ja patrzę pod kątem tego skazanego. On w tym momencie jest bezbronny. I my łamiemy jego naturalne prawo do życia.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także