Nowy numer 48/2020 Archiwum

Fiasko rewolucji moralnej

O moralności w polityce, populizmie i planowanych wyborach z Markiem Jurkiem, byłym marszałkiem Sejmu i liderem Prawicy Rzeczpospolitej, rozmawia Tomasz Gołąb

Marek Jurek ur. 28 czerwca 1960 r. w Gorzowie, historyk; w PRL działacz opozycji, współzałożyciel Ruchu Młodej Polski. W III RP wiceprezes ZChN, potem jeden z liderów PiS. Od 2005 do 2007 marszałek Sejmu. W 2007 r. wystąpił z PiS i założył Prawicę Rzeczpospolitej.

Tomasz Gołąb: Ma Pan w marynarce jakieś „gwoździe”?

Marek Jurek: – Nigdy nikogo nie nagrywałem. Jako człowiek „starej” opozycji mam uraz antypodsłuchowy. Łatwo się tego nabawić, gdy przez lata żyło się ze świadomością, że można być podsłuchiwanym we własnym domu.

Czy to nie jakiś żart historii, że demokratyczne rządy obalane są dziś przez dyktafony, podsłuchy, seksafery, prowokacje i kłótnie o Gombrowicza? W IV Rzeczpospolitej, która miała być tą najlepszą z dotychczasowych?
– Służby, chroniąc bezpieczeństwo publiczne, muszą dysponować takimi narzędziami. Ale zapał polityków do podsłuchiwania i nagrywania szokuje. To znamię porażki rewolucji moralnej. Bo rewolucja moralna to więcej ducha publicznego w polityce, władza zasługująca na szacunek obywateli i politycy, którzy szanują się, spierając o rzeczy zasadnicze. Zamiast wzrostu bezinteresowności, w polityce mamy dziś wzrost obaw o miejsca na listach wyborczych i posady członków rodzin i znajomych, które mogą utracić, gdy przyjdzie nowa władza. Tego miało nie być. To niejedyna, ale jedna z ważniejszych oznak fiaska rewolucji moralnej.

IV Rzeczpospolita nie udała się Kaczyńskim?
– Potrzeba przełomu w polskiej polityce była ewidentna. III Rzeczpospolita nie przezwyciężyła zła komunizmu. Za mało zrobiono dla tych, którzy byli skazani na status podobywateli w PRL. Postkomunizm zmierzał prostą drogą do budowy demokracji sterowanej, co dobrze zilustrowała afera Rywina. Ale wielka zmiana nie przyszła. Podstawą zmiany państwa miały być prawa rodziny, tej sprawy – poza deklaracjami – realnie nie podjęto. W Komitecie Politycznym PiS stale – wspólnie z Marianem Piłką – zwracaliśmy na to uwagę, ale premier Kaczyński miał inne priorytety. Nie wprowadziliśmy pełnowymiarowych urlopów macierzyńskich, nie obniżyliśmy znacząco podatków dla rodzin z dziećmi. Podsłuchami nie uszczęśliwi się Polski. Państwo musi mieć środki dla zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, ale to jest mechanizm awaryjny. Zło trzeba leczyć u podstaw. Bo jak podglebiem przestępczości jest nieład społeczny (chuligaństwo, wandalizm), tak podglebiem korupcji jest cwaniactwo polityczne i gospodarcze. Tymczasem polityka polska nacechowana jest dziś nieprawdopodobnym oportunizmem. Od nas wyborcy naprawdę mogli oczekiwać więcej. Tymczasem metody egzekwowania władzy są bardzo brutalne, czasem skandaliczne. Bo skandalem jest, jeśli partia, która wygrała wybory dzięki poparciu opinii katolickiej, zmusza swoich posłów do głosowania przeciwko świątecznemu charakterowi niedzieli. To psuje demokrację.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama