Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wierzący po przejściach

O zasadach, wierze i podatkach z Donaldem Tuskiem, kandydatem na prezydenta RP, rozmawiają Przemysław Kucharczak i ks. Artur Stopka

Przemysław Kucharczak, ks. Artur Stopka: W 1990 r. belgijski król Baudouin abdykował, żeby nie musieć składać podpisu pod ustawą dopuszczającą aborcję. Czy też ma Pan jakiś ważny punkt w przekonaniach, którego by pan nie sprzedał nawet za cenę prezydentury?
Donald Tusk: – Mamy tę szczęśliwą okoliczność, że nie mamy monarchii i prezydent nie musi abdykować, żeby uchwałę skutecznie zawetować. U nas nie będzie trzeba dramatycznych gestów, wystarczy weto prezydenckie, gdyby parlament chciał wprowadzić eutanazję albo małżeństwa homoseksualne.

Wniósłby Pan takie weto?
– Tak. Jednoznacznie nie zgadzam się na eutanazję. Cieszę się, że w polskim społeczeństwie w przygniatającej proporcji zwycięża zdrowy rozsądek i wstrzemięźliwość wobec takich lewicowo-liberalnych nowinek. A więc eutanazja nie, małżeństwa homoseksualne nie. Jednak ten sprzeciw nie może się też zamienić w nagonkę na homoseksualistów. I za to też w pewnym stopniu będzie odpowiedzialna głowa państwa. Homoseksualista jako człowiek i obywatel musi dysponować takimi prawami jak każdy inny obywatel.

Jednak część homoseksualistów prawo do małżeństwa wlicza do... swoich praw obywatelskich. I co Pan na to?
– To typowa manipulacja tych radykalnych środowisk, które walczą o równouprawnienie związków homoseksualnych. Te środowiska twierdzą, że prawa homoseksualistów są w Polsce naruszane – co jest nieprawdą. W polskim systemie prawnym homoseksualiści dysponują pełnią praw. Nie znaczy to jednak, że tę „pełnię praw” należy automatycznie przesunąć także na związki partnerskie. To jest ta dyskretna różnica. Moja pełna zgoda na tolerancję dla ludzi o odmiennych orientacjach seksualnych, i niezgoda na traktowanie związku między homoseksualistami jako małżeństwa.

Radykalne środowiska homoseksualne chcą też prawa do adopcji dzieci...
– W finale dyskusji o homoseksualnych małżeństwach to żądanie zawsze będzie się pojawiało. Na szczęście dzisiaj w Polsce jest ono powszechnie odrzucane. I to nawet przez promotorów równouprawnienia związków homoseksualnych.

A Pańskie poglądy na sprawę aborcji? Wyobraźmy sobie, że za cztery lata Sejm ma zupełnie inny skład. I posłowie postanawiają poszerzyć dopuszczalność aborcji...
– Spotka się to jednoznacznie z moim wetem.

Dlaczego więc głosował Pan przeciwko obecnej ustawie o ochronie życia poczętego?
– Miałem pogląd nieodbiegający daleko od obecnego, że ta ustawa jest kompromisem dość twardym. Twardym co do większej możliwości podejmowania decyzji przez kobietę w ciąży. Od tego czasu minęło 12 lat. Nie ukrywam, że moje poglądy w tej sprawie też ewoluowały. Nie jest to jakaś daleka droga. Jednak dzisiaj z pełnym przekonaniem broniłbym tej ustawy. Nie ze względów ideowych, bo tutaj ta ustawa nie zadowala nikogo. Ani przeciwników, ani zwolenników aborcji,-- wręcz jako środka antykoncepcyjnego. Bo, niestety, aborcja w mentalności niektórych tak funkcjonuje. Bronię ustawy, bo przyniosła umiarkowanie dobre skutki. Jej zmiana, w tę lub w drugą stronę, przyniesie złe skutki. Ten kompromis spowodował, że w Polsce spadła ilość aborcji. Oczywiście nie zniknęło podziemie aborcyjne, ale ono wcześniej też działało. I, co najważniejsze, badania wykazują, że dzięki tej ustawie, przez te długie, długie lata, zmieniło się nastawienie Polaków do problemu aborcji. Jestem żywym przykładem, że ta ustawa w ten sposób działa.

A gdyby jakimś cudem parlament próbował tę ustawę zaostrzyć, to co by Pan zrobił jako prezydent?
– Też złożyłbym weto. Uważam, że ta ustawa powinna zostać niezmieniona. Między innymi dlatego, że ona systematycznie przynosi dobre skutki w mentalności ludzi. ....

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama