Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie ma dwóch stron

Z prezesem NFZ Jerzym Millerem o dylematach finansowania służby zdrowia rozmawia Piotr Legutko

Piotr Legutko: Otwieram najpoczytniejszą gazetę codzienną i czytam wielki tytuł: „NFZ zabija”, a w innym miejscu: „NFZ przeprowadza w szpitalach planową eutanazję”. Jak pan reaguje na tego typu publikacje?
Jerzy Miller: Oczywiście z niepokojem. Ja wiem, że to jest kłamstwo, ale takiej świadomości nie ma przeciętny ubezpieczony w NFZ. Skąd on ma wiedzieć, że to jest swego rodzaju prowokacja. Dlaczego ma nie uwierzyć, że za chwilę, gdy to on trafi do szpitala, też zostanie pozostawiony bez opieki? A to nieprawda! To jest uwłaczające, nie dla narodowego funduszu, ale dla polskiej służby zdrowia, której jakość z roku na rok się poprawia.

I tu wielu Czytelników może się oburzyć.
– Najgorsze zdanie o służbie zdrowia ma ten, kto w ogóle z jej usług nie korzystał, najlepsze ten, kto miał z nią kontakt – to wynika z badań opinii. Prawda jest oczywiście bardziej złożona, bo są dobre szpitale i są fatalne. Ale tego, kto w ogóle nie korzystał z pomocy lekarskiej, łatwiej przestraszyć. I to wytwarza pewną atmosferę. Słyszę często od pracowników służby zdrowia, że pacjenci stają się ostatnio bardziej agresywni w słowach, tak na wszelki wypadek, trochę na zasadzie obrony przez atak.

A jak Pan reaguje na takie postawienie sprawy: dobra służba zdrowia i bezduszny NFZ?
– Jestem pełen podziwu dla polskich lekarzy i pielęgniarek. Nie dam się postawić po drugiej stronie jakiejś mitycznej barykady. Tu nie ma dwóch stron. Obraz NFZ zależy tylko od tego, jak każdy z nas został obsłużony w przychodni czy szpitalu, bo pacjent nie ma bezpośredniego kontaktu z NFZ.

Za to słyszy i czyta codziennie, że NFZ na coś nie dał pieniędzy.
– Ja też czytam, na przykład, że NFZ uśmiercił kogoś, bo nie dał pieniędzy na operację jelita grubego. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że miesięczny koszt leczenia przy tego typu schorzeniach, to jest rząd 10 tysięcy złotych. Składka od pracującego wynosi 120 złotych, a od rolnika 30 złotych. Można łatwo policzyć, ilu ubezpieczonych musi się składać na leczenie jednego chorego na raka. I nie poradzimy sobie z tym problemem inaczej niż dzięki profilaktyce, wykrywając zmiany nowotworowe na tyle wcześniej, aby koszt leczenia był niższy, a skuteczność wyższa. Chcielibyśmy, by poziom usług medycznych był u nas porównywalny z tym, jaki jest na Zachodzie, ale trzeba sobie zdawać sprawę z możliwości. W Niemczech na leczenie jednego ubezpieczonego przeznacza się 8 razy więcej pieniędzy niż w Polsce.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama