Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nowy papież nam pomoże

Od lat mówi się o kryzysie Kościoła. To, co wydarzyło się po śmierci Jana Pawła II może świadczyć o rozkwicie Kościoła. Czy Kościół jest w kryzysie czy w rozkwicie?

Myślę, że powinniśmy być ostrożni i roztropni w myśleniu o jednym i drugim. Zwłaszcza w stosunku do tego momentu, w którym jesteśmy. To jest moment wielkiej wagi i silnie przeżywany przez wszystkich. Zarówno przez tych, którzy kiedyś czy stosunkowo niedawno mówili o kryzysie Kościoła, jak i tych, którzy – przeciwnie – uważali bez obaw, że Kościół żyje i się rozwija. Raczej jest tak, że nic z tego, co w Kościele było, nie przestało być, zarówno ze zjawisk radosnych, jak i trudnych. Natomiast coś bardzo ważnego doszło. Bardzo silnie. Wszyscy to odczuwają, wszyscy to przeżyli mniej lub bardziej osobiście.

Czyli ani kryzys, ani rozkwit…
Oba te słowa nadal mają swoje zastosowanie. Ostrożność wynika stąd, że kto chce widzieć kryzys, to go widzi, a kto chce widzieć rozkwit, też go widzi. Kościół jest rzeczywistością tak złożoną, że ludzkie oko łatwo wydobywa z niej to, czego się spodziewa. Nowość obecnej sytuacji polega na tym, że ujawniło się coś nowego i bardzo ważnego, czegośmy się nie spodziewali.

Co to takiego?
Jest za wcześnie, aby powiedzieć, co się właściwie stało.

Potrzeba czasu, aby właściwie ocenić to, co się stało?
To nie tyle kwestia ostrożności czy czekania, ale samego charakteru zjawiska. Możemy teraz przybliżać się do zrozumienia go małymi kroczkami. Na przykład, możemy powiedzieć, że dowiedzieliśmy się o Ojcu Świętym rzeczy, których dotąd nie wiedzieliśmy. O jego relacji do ludzi i relacji ludzi do niego. Dowiedzieliśmy się o echu jego pontyfikatu, rzeczy których nie wiedzieliśmy. Ale to jest dopiero początek. Wielkie wydarzenia działają przez dłuższy czas i dopiero wtedy można powiedzieć, czym były.

To było jednak tak wielkie zaskoczenie, że niektórzy księża nie potrafili zareagować na ten wybuch religijności np. nie otwierając kościołów, kiedy ludzie tego się domagali.
To także powinno być przedmiotem refleksji. Kim jesteśmy? Dlaczego tak? Trzeba zarazem pamiętać, że to było jednak wydarzenie bardzo niezwykłe. Nie możemy się czegoś takiego spodziewać codziennie – i stąd też pewna bezradność. Niedawno uczestniczyłem w dyskusji. Jeden z uczestników pogrzebu opowiedział o tym, jak Polacy znaleźli się na placu św. Piotra o 21.00 i żaden hierarcha do nich nie przyszedł. Potem jakiś ksiądz się znalazł i z pewnym opóźnieniem odśpiewali Apel Jasnogórski. On to mówił bardzo krytycznie. Odpowiedziałem mu: to prawda, że pokazało się napięcie między nadzwyczajnością oczekiwań a pewną rutyną, ale trzeba na to patrzeć spokojnie. Przypomniałem mu słowa ks. Tischnera o poranku stanu wojennego. Nikt nie wiedział wtedy, co robić, a Kościół wiedział. Mianowicie: o 8.00 Msza św., o 9.00 Msza św., o 11.00 Msza św. Oczywiście tam, gdzie nie sprostaliśmy wyzwaniu chwili, trzeba to krytycznie powiedzieć. Równocześnie trzeba pamiętać, że my wiemy, co robić. M, czyli Kościół, nie tylko księża czy biskupi, ale Kościół jako całość.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama