Nowy numer 46/2018 Archiwum

Misjonarka

Moniko, spędziłaś już pół roku na misjach w Tanzanii. Wróciłaś, żeby obronić doktorat z teologii. Za dwa dni wracasz do Afryki. Skąd taki pomysł?

Monika Drążyk: – Ten pomysł dojrzewał we mnie od 10. roku życia. Idąc na teologię, na KUL, myślałam raczej o katechezie lub o pracy w jakiejś katolickiej redakcji. Po studiach byłam rok katechetką w szkole zawodowej w Pionkach, potem 4 lata w liceum w Bydgoszczy. Miałam także zajęcia ze studentami w sekcji Wydziału Teologii Uniwersytetu Poznańskiego. Byłam zadowolona z tej pracy, ale niespełniona. Myśl o misjach intensywnie powracała. Przedziwne rzeczy się działy. W ręce trafiały mi ciągle jakieś materiały misyjne, gazetki. Ja tego nie szukałam. Włączałam telewizor i pojawiał się jakiś program o misjach. Bałam się podjąć decyzję. No i w końcu przyszedł moment, że trzeba było coś z tym zrobić. Albo zniszczyć, albo pomóc się temu rozwijać. Wykonałam pierwszy krok. Zgłosiłam się do swojego biskupa po skierowanie na misje. Potem wszystko potoczyło się łatwiej i szybko.

Jak bliscy przyjęli Twoją decyzję?
– Na początku był szok, zwłaszcza dla mamy. Widziałam jednak, że rodzice dojrzewają do akceptacji tej decyzji. Pomagała im wiara. Teraz, po moim pierwszym pobycie w Tanzanii, mama stała się ekspertem od Afryki. Kiedy myślę o rozstaniu, nie ukrywam, że w gardle mnie ściska. Ale tylko z czysto ludzkiej perspektywy nie da się na to patrzeć.

Czy od początku chciałaś jechać do Afryki?
– Tak, mam sentyment do Afryki. Podczas przygotowań w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie poprosiłam o kraj afrykański z językiem angielskim. Powiedzieli Tanzania, no dobrze, niech będzie Tanzania. Spojrzałam na mapę, gdzie to dokładnie jest. Morogoro, tam masz pracować. Dobrze. Przyjęłam taką zasadę. W momencie kiedy zdecydowałam się na misje, nie chcę stawiać żadnych wymagań, nie mam żadnych oczekiwań. Gdzie mnie wyślą, co mi każą robić, ja to przyjmuję.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji