Nowy numer 37/2018 Archiwum

Mały Książę zamiast Ewangelii

Marcin Jakimowicz: Prowadził Ojciec w Polsce prężne wspólnoty. I nagle, ni stąd, ni zowąd, wysłano Ojca do Belgii. Opierał się Ojciec?

O. Dariusz Cichor: – Byłem początkowo bardzo niezadowolony. Rozpocząłem tu wiele prac. Musiałem je przerwać, zostawić. Miałem możliwość powiedzenia „nie”, ale posłuchałem i pojechałem. Poddałem się, bo zaufałem, że Bóg działa i nic nie dzieje się bez Jego przyzwolenia.

Czym przywitała Ojca Belgia?
– Dla księdza, który przyjeżdża z Polski, gdzie jeszcze w kościołach są tłumy, spotkanie z malutkimi wspólnotami parafialnymi, z taką „resztą Kościoła”, jest szokiem! A parafie te niekoniecznie muszą być związane z Kościołem, który swą misję wyraził w Soborze Watykańskim II. Ich życie nie polega na nawoływaniu do wiary i nawrócenia, ale na pierwszy plan wysuwa się „sympatyczne duszpasterstwo”. Liczy się tylko, żeby było miło. Kościół jest przecież miejscem pogawędzenia, tolerancji…
I doszło już do takich absurdów, że nawet kurie biskupie wydawały specjalnie przygotowane teksty świeckie, którymi można było zastępować w czasie liturgii... czytania biblijne. Przykład? Zamiast Listu do Hebrajczyków czytamy „Małego Księcia”, zamiast Ewangelii, na przykład Bergsona. Dla mnie był to szok. Mam mocne doświadczenie skuteczności Słowa Bożego. Wiele razy otwierało mi ono oczy, pokazywało prawdę…

… i nie zaczął czytać Ojciec „Małego Księcia”.
– Nie. Nie dałem się wmontować w te dziwaczne pomysły. Wybuchł bunt. Już na starcie pojawiły się kłopoty z parafianami. Przyszli aktywiści i chcieli mi narzucić pewne schematy. Nie zaproponować, ale narzucić! Powiedzieli na przykład, jak ma wyglądać Msza święta. Szczegółowo zaplanowali sposób celebracji, który dotychczas funkcjonował w ich parafii. Ale on nie przypominał tradycyjnej Mszy świętej.

Co było największym „przegięciem”?
– Zupełna dowolność Liturgii eucharystycznej. Zdarzało się, że nie było mszału. Kapłani improwizowali, zmieniali dowolnie ustalone formuły.

Msze nie były ważne?
– Nie chcę w to wchodzić, to nie jest moje zadanie. To całe „duszpasterstwo sympatyczne” było dla mnie ogromnym szokiem. Wyciągnąłem Biblię, dokumenty Soboru, Katechizm Kościoła Katolickiego, a oni zawrzeli, ogromnie się oburzyli: „Po co nam to Ojciec pokazuje? To nie jest ważne! To my jesteśmy Kościołem!”. Nie zaakceptowali mnie. Odeszli do innych parafii, gdzie było „przyjemnie”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł
  • Paweł
    23.07.2013 20:45
    Piękne i wzruszające świadectwo, które pokazuje, że zawsze jest Nadzieja, nawet w tej naszej kochanej i bez reszty, zdałoby się, zlaicyzowanej Europie.
    Tak właśnie wyobrażam sobie Nową Ewangelizację.
    W duchu słów św. Teresy "nie bój się. Bóg sam wystarczy".
    doceń 8
  • Wojtek
    28.07.2013 11:09
    Jedno jest pytanie,czy Kościól w PL w dzisiejszych czasach idzie tą sama drogą co Kościól w Europie Zachodniej w XIX i XX wieku.Czy i my dojdziemy do takiego zlaicyzowania jak w Belgii.Pamietajmy o tym,że Ojciec jest zakonnikiem który ślubował ubóstwo i mającym blisko swoich przełozonych a nie ksiedzem diecezjalnym posiadajacym wieksza swobode działania i nie ślubujaycm ubóstwa.
    doceń 6
  • vanitas
    21.03.2015 22:01
    O. Dla tych ludzi sól odzyskała smak...
    doceń 3
  • JAWA25
    27.04.2017 10:47
    ktoś kiedyś dopatrzył się w Małym Księciu chrześcijańskich wartości (baranek)
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji