Nowy numer 4/2019 Archiwum

Wszystko mi pomogło

Z Krystyną Jandą o braku recept na życie, odpowiedzialności i „pestce” rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Barbara Gruszka-Zych: W „Tataraku” poznajemy Pani zmarłego męża.
Krystyna Janda: – Nie bardzo chciałabym, aby to był temat naszej rozmowy. Mówię o tym gorzej, niż gram, a ten film dużo mnie kosztował. Nikt nie potrafiłby opowiedzieć tej historii tak jak Andrzej Wajda, a być obok Iwaszkiewicza to wielki honor. Mój mąż był artystą i zostało po nim bardzo dużo, ale nie udzielił wielu wywiadów. Był też wspaniałym człowiekiem i to chciałam ocalić – za wszelką cenę opowiedzieć o nim inaczej. Dodać jeszcze jeden mały kamyczek…

Kiedy odchodził mój ojciec, myślałam, że nic nie napiszę. Potem stwierdziłam, że trzeba zachować Jego słowa.
– Często z takich momentów ekstremalnych rodzi się twórczość.

Miłość to też moment ekstremalny.
– I wieczny temat twórczości. Śmierć na szczęście rzadziej, choć to temat największy. Śmierć najbliższych… Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie „Matka odchodzi” Różewicza.

Co pomaga przetrwać w takiej chwili?
– Każdemu co innego. To jest jak z zakochaniem, rodzeniem dziecka, wychowywaniem, małżeństwem. Tu nie ma gotowych recept – podręczników, nauczycieli, no, może są leki uspokajające (śmiech). Porady w stylu „jak ocalić związek”, czy „jak dojść do siebie po tragedii” to dziecinada. Nie mówię o profesjonalnej pomocy psychologa.

Można szukać pomocy w sztuce.
– Jestem pewna, że wszystko, co przeczytałam, zagrałam, każdy obraz, który obejrzałam, utwór, którego wysłuchałam, pomogły mi w życiu.

Nawet oglądanie kiczowatego obrazu?
– Tak, bo to wszystko było poznaniem, zetknięciem z czyjąś myślą, osobowością. Po każdym takim spotkaniu jesteśmy wzbogaceni, wiemy więcej. A wtedy każdą sprawę można zobaczyć z wielu stron.

W „Tataraku” wspomina Pani o fotografiach męża, które po nim zostały…
– …zostały tylko dla mnie, dzieci, rodziny. Nikt inny ich nie oglądał.

Zależy Pani na intymności. Dziś to rzadkość.
– Rzadkość? To nie do końca prawda. Celebryci budują swoją karierę na sprzedawaniu intymności, ale to chwilowa kreacja. Często są to fakty naprawdę żenujące. Chyba mówimy o czymś innym.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji