Nowy numer 31/2020 Archiwum

Telefony oddałem asystentkom

O wpływach polityków, zmianach personalnych i przyszłości telewizji publicznej z Bogusławem Szwedo, prezesem TVP, rozmawia

Bogusław Szwedo - założyciel Radia Leliwa w Tarnobrzegu. Od 2007 r. członek Rady Nadzorczej TVP. 16 września 2009 wybrany na przewodniczącego tej rady. 19 września 2009 wybrany na p.o. prezesa TVP w miejsce odwołanego Piotra Farfała

Edward Kabiesz: Pana pierwszymi decyzjami po przejęciu władzy w TVP była wymiana osób mianowanych przez poprzedniego prezesa Farfała na najważniejsze stanowiska.
Bogusław Szwedo: – To nie tak. Zwolniłem tylko ludzi, którzy popełnili przestępstwo, nie dopuszczając wybranego legalnie zarządu do biur spółki. Przez prawie 10 dni nie byliśmy wpuszczani, więc urzędowaliśmy jako zarząd poza firmą. Mam taką biznesową zasadę, że staram się nie oceniać moich poprzedników. I nie będę tego robił. Jednak uważam za skandal fakt, żeby legalnie wybrany prezes nie mógł wejść do firmy. Odwołałem też Jana Pińskiego, który nałożył kaganiec na programy informacyjne.
Nie tylko. Odwołał Pan również dyrektorów anten mianowanych przez Farfała: Iwonę Schymallę, dyrektora Jedynki, i Krzysztofa Nowaka, szefa TVP 2. Czy nie mieli właściwych kompetencji? – Oboje otrzymali od razu propozycję pozostania w TVP.

Zdziwienie budzą Pana nominacje na te stanowiska. Wojciech Holik, nowy szef TVP 1, był już wicedyrektorem Jedynki za prezesury Andrzeja Urbańskiego, a Rafał Rastawicki, szef TVP 2 – za prezesury Roberta Kwiatkowskiego. Można powiedzieć, że są to nominacje zgodne z nieformalnym układem politycznym w Radzie Nadzorczej. A przecież cały czas toczy się debata na temat depolityzacji telewizji publicznej.
– Depolityzacja telewizji publicznej to bardzo ładna i chwytliwa retoryczna figura, problem w tym, że w polskim systemie prawnym to politycy wybierają KRRiT, a ta z kolei wyłania rady nadzorcze mediów publicznych. Jak widać, polityki nie da się uniknąć, rzecz w tym, aby wpływy polityczne nie przekraczały ram wyznaczonych przez prawo i dobre obyczaje. Dzisiaj na Woronicza pracują ludzie, których łączy przekonanie, że silna telewizja publiczna jest jedną z najważniejszych instytucji nowoczesnego, europejskiego państwa. Bez TVP debata publiczna byłaby o wiele uboższa, a miliony Polaków, zwłaszcza z mniejszych ośrodków, byłyby z niej po prostu wykluczone.

To po co w takim razie robić konkursy na władze spółki?
– Mam nadzieję, że do nowego zarządu zostaną wybrani technokraci. Także siebie uważam za apolitycznego technokratę, jako że nie jestem członkiem żadnej partii i najbliższe jest mi myślenie w kategoriach pomyślności ekonomicznej spółki, którą kieruję. Do tej pory prowadziłem zupełnie niezależne, średniej wielkości radio regionalne, gdzie polityka nie miała wstępu. Jedno jest pewne – drzwi mojego gabinetu są i będą otwarte przed każdym twórcą, który zechce realizować misję telewizji publicznej.

Realizować misję? Czy w chwili obecnej TVP spełnia tę rolę?
– Czasem ta misja była realizowana o zbyt późnej porze. Na posiedzeniach Rady Nadzorczej sprzeczaliśmy się z Wojciechem Pawlakiem, do lipca 2009 dyrektorem TVP 2, że jego wizja tego kanału jako bardziej rozrywkowego odbiega od tej misji.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także