Nowy numer 24/2018 Archiwum

Ocaleni przez "Bellę"

Tego filmu nie oglądaliśmy w polskich kinach. A szkoda. Pozwolił uratować przynajmniej 21 skazanych na śmierć nienarodzonych jeszcze dzieci.

Zobaczyć Wenecję i umrzeć. W tym przypadku tę popularną sentencję można sparafrazować inną. Zobaczyć film i urodzić. A to wszystko dzięki zrealizowanemu jeszcze w 2006 roku amerykańskiemu filmowi „Bella”, w reżyserii Alejandro Gomeza Monteverde. Film cieszył się – podobnie jak poruszający podobny temat i znany również z naszych ekranów „Juno” – ogromną popularnością w Stanach Zjednoczonych. Otrzymał też nagrodę publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto.

Modlitwa matki
Para głównych bohaterów „Belli” znalazła się w trudnej sytuacji życiowej. Świetną karierę sportową Jose przerwał tragiczny wypadek i pobyt w więzieniu. Teraz pracuje w restauracji swojego brata Manny’ego. W tej samej restauracji pracuje Nina. Za spóźnienie Manny wyrzuca Ninę z pracy. Dziewczyna jest w ciąży. Samotna i przerażona perspektywą urodzenia dziecka, myśli o aborcji. W odruchu solidarności Jose porzuca pracę i podąża za dziewczyną. Razem spędzają dzień, który zmieni ich życie. I decyzję Niny. Dopiero po zdobyciu nagrody w Toronto filmem zainteresowali się dystrybutorzy w USA. A film, dysponujący budżetem niespełna 3 mln dolarów, powstał w rekordowym tempie.

Zdjęcia trwały tylko trzy tygodnie. W roli Jose wystąpił Eduardo Verástegui. To niezwykła postać. Urodził się w katolickiej rodzinie plantatorów trzciny cukrowej. Jest aktorem, piosenkarzem, modelem Calvina Kleina i Versace, gwiazdą oper mydlanych. Jak sam mówi, przez długi czas prowadził się niezbyt moralnie. Pięć lat temu zerwał z dotychczasowym życiem. „Nie ma nic mocniejszego niż modlitwa matki – mówi w wywiadzie dla portalu Christianity Today. – Kiedy rozkoszowałem się sukcesem, matka zaczęła modlić się za mnie razem ze swoją grupą modlitewną o zmianę mojego trybu życia. Wierzyła, że jeżeli jej słowa do mnie nie docierają, to uczyni to modlitwa”. I taki dzień nadszedł. Aktor przyrzekł, że już nigdy nie zrobi czegoś, co obraża Boga. Później wraz z przyjaciółmi stworzył w Kalifornii fundację pomocy kobietom planującym aborcję. We wrześniu 2008 roku zrealizował film wzywający hiszpańskich wyborców w USA do odrzucenia kandydatury Baracka Obamy z powodu jego proaborcyjnych poglądów. W grudniu 2008 roku nagrał film wideo, przypominający Hiszpanom, że prawo do życia jest nadrzędne.

Hołd złożony życiu
Reżyser Alejandro Monteverde pisał scenariusz „Belli” z myślą, że główną rolę zagra właśnie Verástegui. „Chciałem napisać love story, która nie jest tylko opowieścią o romansie pomiędzy mężczyzną i kobietą, ale także o tym, jak cierpienie może stać się początkiem odkupienia. Chciałem zrobić film, który pokazuje, że zawsze możliwy jest wybór nieprowadzący do moralnego upadku. Ten film oddaje hołd życiu, rodzinie, przebaczeniu” – mówi Monteverde. Wytwórnię, w której film powstał, założył reżyser wraz z Eduardem Verástegui i przyjaciółmi. Nosi ona znaczącą nazwę Metanoia, czyli Nawrócenie. „Ten film powstał z serca. Mamy nadzieję, że Metanoia zrealizuje więcej filmów oddających cześć Bogu – dodaje reżyser. – Zakładamy, że jeżeli Stwórca patrzy na nasze dzieło, nie musi zamykać oczu”.

Po premierze filmu znany katolicki dziennikarz Tim Drake wydał książkę „Za kulisami »Belli«”. W rozdziale „Nowe życie” opisuje niezwykłe historie, jakie wydarzyły się po obejrzeniu filmu przez matki planujące aborcję. – Kobiety zmieniały podjęte decyzje, ocalając życie nienarodzonym. Przytacza także historię, która miała miejsce jeszcze przed realizacją filmu. Eduardo Verástegui, chcąc się dobrze przygotować do roli, odwiedził jedną z klinik aborcyjnych. Przed kliniką stała pikieta pro life, która rozmawiała z parą młodych ludzi planujących aborcję. Para znała tylko hiszpański, więc aktor podjął się tłumaczenia rozmowy. A jako gwiazdor został natychmiast rozpoznany. Po długiej rozmowie para zrezygnowała z wizyty w klinice, by sprawę przemyśleć. Jakiś czas później, już po zdjęciach do filmu, do domu aktora zadzwonili ci właśnie młodzi ludzie z informacją, że urodził im się syn. Nazwali go Eduardo. Verástegui nazywa chłopca pierwszym owocem „Belli". Według Drake’a, takich owoców jest już 21.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji