Nowy numer 44/2020 Archiwum

Skarb w śmieciach

Jeżeli nie korzystasz z pionu, zbudujesz krzywą ścianę. W moim przypadku takim pionem jest modlitwa i życie, w którym wielbię Boga przez muzykę – opowiada Bono. Na półki sklepowe trafiły dwie książki o liderze U2.

Knajpa w Dublinie. Przy stoliku siedzi dwóch facetów, spokojnie popijając whisky. Starszy z nich to Brendan Robert Hewson, cyniczny, twardy Irlandczyk, katolik, który stracił wiarę. Młodszy – jego syn, lider jednej z najlepszych kapel świata. Ojciec patrzy w twarz Paula (tak brzmi prawdziwe imię Bono) i rzuca: – Jest tylko jedna rzecz, której ci zazdroszczę. – Pieniędzy? Sławy? Domku w Paryżu, Dublinie, pod Niceą? Śpiewam, robię wszystko, o czym ojciec sam marzył… – domyśla się muzyk.

A ojciec odpowiada: – Ty naprawdę jesteś blisko Boga. – A ty nigdy nie byłeś? – pyta Bono. – Nie. – Przecież przez większą część życia byłeś katolikiem. – Tak. Wielu ludzi jest katolikami, ale to wcale nie znaczy, że rozmawiają z Bogiem. To rozmowa, w której słychać tylko jedną stronę i milczenie drugiej. A tobie ta druga strona odpowiada. – To prawda, odpowiada. – A jak ty to wyczuwasz? – Jakoś instynktownie, czuję odpowiedź na modlitwę, albo że Ktoś mnie słucha i prowadzi we właściwą stronę. Kiedy czytam Pismo Święte, w jakiś dziwny sposób ożywa dla mnie i nadaje sens chwili, w której się znalazłem.

Wypłakałem cały gniew
Książki, które weszły na rynek, pełne są takich dialogów. To wywiad-rzeka, który z Bono przeprowadził Francuz Michka Assayas i wydawnictwo, w którym pastor Steve Stockman wyłapuje duchowe wątki w twórczości kapeli. A ponieważ jest ich naprawdę sporo, powstała pokaźna książka.

Muzyce kapeli nie jest potrzebne dorabianie ideologii. Ich publicznie deklarowana wiara znana jest od lat.
Bono wspomina: „Kiedyś, należąc do chrześcijańskiej wspólnoty modlitewnej Shalom, siedzieliśmy z Edgem i zastanawialiśmy się: a może powinniśmy dać sobie spokój z tą kapelą? Nagle zdaliśmy sobie sprawę: Chwileczkę.

A skąd pochodzą nasze talenty? Właśnie w ten sposób chwalimy Boga, nawet jeśli nie tworzymy religijnych piosenek, bo nie sądzimy, aby Bóg potrzebował takiej reklamy (śmiech)”. Przytoczona rozmowa Paula z ojcem jest o tyle ważna, że między nimi często iskrzyło. Po śmierci matki to Brendan wychowywał chłopaka. Ojciec był prawdziwą „bombą atomową” – mówi artysta. Jak ją rozbroić? – pyta i od razu odpowiada: miłością. – Po śmierci ojca wybrałem się do kościoła w małej wiosce, w której mieszkamy we Francji, i poczułem, że muszę sobie odpuścić.

Tydzień wcześniej przeżyłem wybuch emocji. Chciałem poznać ich źródło. Uklęknąłem i wyrzuciłem z siebie cały gniew, jaki czułem wobec ojca. Podziękowałem Bogu za to, że go miałem i za wszystkie dary, które otrzymałem za jego przyczyną. Wypuściłem wszystko z siebie. Płakałem i poczułem, że gniew
się ulotnił”. Naigrawaj się z diabła U2 to nie ministranci, którzy po wieczornym nabożeństwie chwycili w ręce gitary. To wychowani przez dublińską ulicę muzycy o punkowym rodowodzie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także