Nowy numer 5/2023 Archiwum

„i” 

To dziewiąta litera alfabetu łacińskiego i dwunasta litera alfabetu polskiego. Mam wrażenie, że zbyt rzadko używamy jej dyskutując o Kościele. 

Współczesny świat robi wszystko, by podzielić nas na podgrupy, okopy i „piaskownice”: Benedykt kontra Franciszek, świeccy kontra duchowieństwo, charyzmatycy (kto to w ogóle jest? Paweł pisząc o darach duchowych adresował list do Koryntian, a nie „charyzmatyków”) kontra tradycjonaliści, „Kościół toruński” kontra „łagiewnicki”, religijność ludowa kontra nowa ewangelizacja, różaniec kontra glosolalia, jezuici kontra dominikanie. A dlaczego nie „i”? 

W Kościele, którego cechą jest katolickość, a zatem powszechność i różnorodność jest miejsce dla tych, i dla tych. Jest przestrzeń dla różnych światów, wrażliwości i form przeżywania religijności. Paweł pisze do Efezjan, że Kościół jest zbudowany na gruncie apostołów i proroków i nie antagonizuje tych grup. Obie miały ogromny wpływ na pierwotny Kościół. Co więcej napięcie, które od początku występuje między nimi jest całkowicie naturalne i jest oznaką życia. 

Współczesne media zbudowane są na zasadzie zderzenia, kontrastu, opozycji, budowania dwóch zwalczających się ze sobą obozów. To uwiera, iskrzy i zapewnia niezłą klikalność. Naprawdę musimy kopiować tę narrację? Zamiast zająć się naszą zasadniczą misją („Idźcie, czyńcie uczniów”) zajmujemy się wówczas rzeczami drugorzędnymi, stawianiem barykad i odbijaniem piłeczki odpowiadając na coraz śmielsze prowokacje neopogańskiego świata. Jest trochę jak w dowcipie:. Matka do syna: „Byłeś na Mszy?”. „Byłem”. „To o czym było kazanie?”. „O grzechu?”. „Ale co ksiądz konkretnie mówił?”. „Był przeciw”.

„Apostołowie, ci dopiero się różnili! Jest wśród nich człowiek o imieniu Szymon, którego nazywamy Gorliwym. W jego przypadku określenie to nie oznacza ani cechy, ani cnoty, ale nazwę ugrupowania politycznego, do którego należał – opowiada abp Grzegorz Ryś - Gorliwi, czyli zeloci, to - mówiąc współczesnym językiem  - starożytni terroryści. Spędzone lata pokazały apostołom, kim są naprawdę. I właśnie wtedy Jezus mówi im, że mają się kochać. To, że miłość w Kościele nie jest niczym łatwym, doskonale widać chociażby na przykładzie polskiego Kościoła. Wielu cierpi, gdyż tak bardzo się podzielił. Ludzie, którzy go tworzą, bardzo się między sobą różnią. Ale przecież właśnie o to chodzi! Ludzie są różni i takimi trzeba ich kochać. Kościół rozumie tylko ten, kto nie myli jedności między ludźmi z jednolitością. Niektórym się wydaje, że wszyscy powinni być tacy sami, ale wtedy zamiast Kościoła mielibyśmy Chiny Ludowe. Nie byłoby żadnej wspólnoty, tylko taka sama porcja ryżu, taki sam rozkład zajęć i wszystko takie samo. Można protestować przeciwko klonowaniu ludzi, ale samemu klonować ich duchowo. Jednak wtedy nie zbudujemy Kościoła. Prawdę mówiąc, niczego nie zbudujemy”.
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się