Nowy numer 29/2019 Archiwum

Jezus nad Sekwaną

W Paryżu trwa jubileusz wieczystej adoracji w bazylice Sacré-Coeur. Od 125 lat, dzień i noc, ktoś czuwa i modli się tu za tętniące życiem i tonące w odmętach laicyzmu miasto.

Jak jaskółka pod dachem
Rok 1870. Trwa wojna francusko-pruska. Ojczyzna Napoleona III jest na przegranej pozycji. Paryż przeżywa czteromiesięczne oblężenie (z głodu ludzie jedzą nawet szczury). Przez kraj przetacza się fala zniechęcenia, rezygnacji. Francuscy katolicy chcą zamanifestować przywiązanie do Kościoła i wyprosić ocalenie Francji. Dwóch mężczyzn, Alexandre Legentil i Hubert Rohault de Fleury – ojcowie wielodzietnych rodzin, członkowie konferencji św. Wincentego à Paulo, którzy opiekują się bezdomnymi – twierdzi, że to nie wystarczy. Trzeba wybudować świątynię jako wotum, Francja ma oddać cześć Sercu Jezusa.
Władze Kościoła podchwytują pomysł. Kard. Guibert, arcybiskup Paryża, długo się zastanawia nad wyborem miejsca. Mężczyźni nalegają, by był to Montmartre.

Na Mons Martyrum (Wzgórze Męczeństwa) niegdyś wznosiło się opactwo, które wyrosło wokół niewielkiego romańskiego kościoła pod wezwaniem św. Piotra. Mury tego najstarszego w Paryżu obiektu sakralnego pamiętają uniesienia Tomasza z Akwinu, Joanny d’Arc, Ignacego z Loyoli (razem z Franciszkiem Ksawerym w 1534 r. założyli tu Towarzystwo Jezusowe), Franciszka Salezego czy Wincentego à Paulo. Metropolita nie jest przekonany. Pewnego październikowego ranka 1871 r. gęsta mgła zakrywa miasto. Abp Guibert przechadza się zamyślony. Nagle przez mgłę przebija się snop promieni słonecznych i rozświetla Montmartre. Duchowny nie ma już wątpliwości. Kilka miesięcy później gotowy jest tekst poświęcenia Francji Sercu Jezusa. W zamian za oddalenie nieszczęść wojny, Francuzi zobowiązują się do budowy sanktuarium i „do miłości do Kościoła i Ojczyzny”.

Po 33 latach Francja podpisze rozdział Kościoła od państwa i zatwierdzi jego laicki status. A budowa Sacré-Coeur będzie ostatnią, którą wesprze finansowo państwo. Przedsięwzięcie jest gigantyczne: fundamenty bazyliki muszą trzymać się na 83 palach wbitych na głębokość 33 metrów. Setki ton kamieni przywożone są z północy Francji. Pochłania to wszystkie finanse przekazane przez Zgromadzenie Narodowe. Kościół powstaje więc z datków wiernych. Ostateczne poświęcenie – kilkakrotnie wstrzymywane m.in. przez George’a Clemenceau i antyklerykałów po 1905 r. oraz przez wojnę – ma miejsce w 1919 roku. – Cały jednak czas od chwili wzniesienia fundamentów trwa tu wieczysta adoracja. Na początku w podziemiach – mówi ks. Jean Laverton, obecny rektor bazyliki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji