Nowy numer 43/2020 Archiwum

Światłość świata

W ośmiu językach wydano właśnie wywiad rzekę, jaki z Benedyktem XVI przeprowadził niemiecki dziennikarz i pisarz Peter Seewald. Książka wywołała wielkie zainteresowanie na całym świecie, również w Polsce, mimo że polskie tłumaczenie ukaże się dopiero w styczniu 2011 r. Dzięki uprzejmości polskiego wydawcy, wydawnictwa Znak, publikujemy obszerne fragmenty wywiadu.

Peter Seewald: Ojcze Święty, 16 kwietnia 2005 roku, w dzień 78. urodzin, Wasza Świątobliwość oznajmił swoim współpracownikom, jak bardzo już się cieszy na swoją emeryturę. Trzy dni później Wasza Świątobliwość został wybrany na głowę Kościoła powszechnego, liczącego 1,2 miliarda wyznawców. Cóż, nie wydaje się, że to zadanie, które człowiek przygotowuje sobie na starsze lata.
Benedykt XVI: – W zasadzie oczekiwałem, że wreszcie znajdę spokój i wytchnienie. Gdy nagle stanąłem wobec tego ogromnego zadania, był to dla mnie, jak wszyscy wiedzą, szok. Odpowiedzialność jest rzeczywiście ogromna.

Był moment, jak Wasza Świątobliwość później powiedział, że czuł się Wasza Świątobliwość jak pod opadającym ostrzem gilotyny.
– Tak, pomyślałem o gilotynie: oto teraz ostrze spada i mnie trafia. Byłem całkowicie pewny, że ten urząd nie jest moim powołaniem, że Bóg zapewni mi teraz, po wyczerpujących latach, trochę spokoju i wytchnienia. Mogłem tylko powiedzieć, uzmysłowić sobie: wola Boża jest najwyraźniej inna i zaczyna się dla mnie coś całkiem innego, nowego. On będzie ze mną.

W tak zwanym „pokoju łez” leżą przygotowane już podczas konklawe trzy szaty dla przyszłego papieża. Jedna jest długa, druga krótka, trzecia średnia. Co przemknęło przez głowę Waszej Świętobliwości w tym pokoju, w którym podobno wielu nowych papieży przeżywało moment załamania? Pyta się tutaj raz jeszcze: Dlaczego ja? Czego Bóg chce ode mnie?
– W tym momencie jest człowiek pochłonięty przez całkiem praktyczne, zewnętrzne rzeczy. Trzeba patrzeć, jak się uporać z szatami, i tego typu sprawy. Poza tym wiedziałem, że będę zaraz musiał na balkonie powiedzieć parę słów, i zacząłem myśleć, co by to mogło być. Zresztą w tym momencie, w którym mnie to spotkało, mogłem już tylko powiedzieć do Pana: „Co czynisz ze mną? Teraz to Ty przejmujesz odpowiedzialność. Musisz mnie prowadzić! Ja tego nie potrafię. Jeśli mnie chciałeś, to musisz mi też pomóc!”. W tym sensie znajdowałem się, że tak powiem, w bardzo ożywionym, naglącym dialogu z Panem – że On, jeśli uczynił jedną rzecz, musi także uczynić kolejną. (...)

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama