Nowy numer 3/2021 Archiwum

Klasztor na kółkach

– John, nie możesz być jednocześnie katolikiem i chrześcijaninem! – usłyszał Talbot od zatroskanych przyjaciół. Słynny muzyk i żonaty mnich z USA gościł nad Wisłą.

J.M. Talbot przyjechał do Polski z inicjatywy i dzięki staraniom Marka Nowickiego, redaktora TVN. Był gościem jubileuszowego czuwania ludzi aktywnych zawodowo w Otwocku, wystąpił również w kościele oo. dominikanów w Krakowie

Grał z największymi sławami rocka lat 60. i 70. ub. wieku. Pink Floyd, The Eagles czy królowa rocka Janis Joplin dzielili z nim scenę i garderoby na trasach koncertowych w całych Stanach Zjednoczonych. – Nasz zespół Mason Proffit nie występował tylko z Beatlesami, Stonesami, The Who i z Bobem Dylanem. Ze wszystkimi innymi wielkimi w tamtym czasie graliśmy na jednej estradzie. Dawaliśmy trzysta koncertów rocznie – mówi John Michael Talbot. Siedzimy przy stole w przydrożnym zajeździe. Nie, nie w Arkansas czy w Kalifornii, tylko w Mazowieckiem, pod Otwockiem. Właśnie skończyła się konferencja prasowa z udziałem artysty, który pierwszy raz przyjechał do Polski. Być może nie mógłby dzisiaj opędzić się od fanów, gdyby pozostał na scenie „country rock”, stylu, który współtworzył. W czasie jednego z koncertów zobaczył zza kulis, jak „królowa Joplin” rzuca butelkami po whisky. Po występie na scenie walały się sterty puszek po piwie i działki narkotyków. – Nagle spostrzegłem, że ci wielcy muzycy mają wszystko, co ja wtedy chciałem osiągnąć, ale żaden z nich nie jest szczęśliwy – mówi mi John. Dzięki temu olśnieniu rozpoczęła się jego duchowa wędrówka, która zaprowadziła go do Kościoła katolickiego. I do powstania 50 płyt, które okazały się prawdziwymi hitami. Na zupełnie innej scenie.

ZZ Talbot
Pod bujną czupryną i długą siwą brodą kryje się twarz wcale nie sędziwego jeszcze mężczyzny. Rocznik 1954. Charakterystyczny image do złudzenia przypomina muzyków słynnego ZZ Top. – Niektórzy śmieją się, wołając na mnie „ZZ Talbot” – mówi John Michael. Jego matka była metodystką, ojciec prezbiterianinem. Trudno jednak powiedzieć, by wiara miała dla Johna jakiekolwiek znaczenie w tamtym czasie. Były lata 60., do Stanów przyjechali Beatlesi i wszyscy zaczęli grać na gitarach. John wraz bratem tworzą zespół Mason Proffit. Ich kawałki inspirują nawet takich gigantów jak The Eagles, którzy pod wyraźnym wpływem braci Talbot nagrywają jeden ze swoich największych przebojów – „Hotel California”. – To nie były tylko wspólne występy, chodziliśmy też na wspólne imprezy – opowiada John. – Miałem dostęp do wszystkiego, co oferował wtedy rock and roll. W czasie tych imprez wielu muzyków zaczynało płakać, bo okazywało się, że są nieszczęśliwi, najczęściej z powodów rodzinnych. Niektórzy z nich zmarli z przedawkowania narkotyków. Oni mieli wszystko, co wydawało mi się godne zdobycia dla gwiazdy rocka – sławę, muzykę – ale nagle zobaczyłem, że ich życie jest tak naprawdę puste. Czułem, że nie tego pragnę – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także