Nowy numer 2/2021 Archiwum

Spóźniony refleks

Prawnicy z Krakowa kwestionują konstytucyjność kościelno-rządowej Komisji Majątkowej. Czy mają rację?

Zarzut nr 4 (że komisja narusza samorządność gmin) i nr 5 (równości uczestników postępowania, w tym wypadku gmin) wymaga wspólnego potraktowania. Otóż, gdy państwo (złodziej) dogadało się z Kościołem (okradzionym) w sprawie powołania Komisji Majątkowej i ustalenia te zostały przyjęte w formie ustawy, samorząd terytorialny jeszcze nie istniał. Dopiero potem nastąpiło wyłonienie samorządów z dotychczasowej, jednolitej struktury państwowej. Tak utworzone gminy winny honorować zobowiązania, podjęte przez państwo, które je z siebie wyłoniło. Nie ma więc naruszenia samorządności. Zachowana została też równość, ale jej stronami są: Kościół i państwo. Gminy zostały potraktowane jako część państwa, bo taki był wówczas ich status prawny.

Zarzut 6 – brak możliwości odwołania się od orzeczeń Komisji to rzeczywiście relikt prawny okresu ustrojowego przełomu 1989 r. Na obronę twórców tej konstrukcji można wszakże powiedzieć, że Komisji powierzono wypracowanie zgody między złodziejem i okradzionym. Więc nie tylko zawarte na forum komisji ugody, ale nawet zapadłe niejednogłośnie orzeczenia mają bardziej charakter umowy niż decyzji administracyjnej, którą można by zaskarżyć.

Okradziony traci 4 razy
Najważniejsze jednak, że komisja funkcjonuje od kilkunastu lat, wykonała już ok. 90 proc. nałożonych na nią prac i jej pozycja ustrojowa do niedawna nie była kwestionowana. Jeśli tak się dzieje, to Kościół jest poszkodowany poczwórnie. Po pierwsze dlatego, że to on został okradziony. Po drugie dlatego, że cierpi z powodu nielojalności polskich władz publicznych, które – jak wskazuje przykład Krakowa – dopuszczają zmianę zasad gry w jej trakcie.

Po trzecie dlatego, że Kościół zrezygnował z drogi sądowej, zdając się na Komisję Majątkową, a ta – jak mówi jej współprzewodniczący ks. Mirosław Piesiur – cierpi na obstrukcję spowodowaną przez państwo i gminy. W efekcie odzyskiwanie majątku, które miało trwać 2 lata, ciągnie się już kilkanaście lat. I po czwarte dlatego, że Kościół, który chciał naprawienia krzywd bez sporów w sądach, teraz oskarżany jest w prasie o dochodzenie swych praw „po cichu i często z krzywdą dla interesu społecznego”. W sumie rozwiązania przyjęte w 1989 r. okazały się więc nieszczęśliwe, ale wywracanie ich w roku 2008 jest jak zgłaszanie w restauracji reklamacji po zjedzeniu prawie całego dania

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama