Nowy numer 25/2018 Archiwum

Hamburgera naszego powszedniego

Naszpikowanie tekstów rekwizytami ze świata popkultury sprawdza się w hiphopowych utworach, ale w modlitewniku razi sztucznością.

Wpadła w moje ręce niewielka książeczka, zatytułowana „Paliwo”. Ponieważ z motoryzacją jestem trochę na bakier, chciałem ją w pierwszym odruchu wyrzucić na makulaturę, jednak przykuł moją uwagę podtytuł: „Palące modlitwy w palących sprawach”. Oho, nowoczesny modlitewnik! – ucieszyłem się. W środku rzeczywiście – modlitwy, na dobrym papierze, z kolorowymi ilustracjami, wyjętymi jakby z młodzieżowego czasopisma. Wreszcie coś dla młodych ludzi – pomyślałem. Moja radość okazała się jednak przedwczesna. Kiedy bowiem oddałem się lekturze, zaczęło rosnąć rozczarowanie.
 

„Jesteś beatem
Mojego życia
Jesteś werblem/ który mnie nakręca (…)
Jesteś DJ-em
Z muzyką
Co nigdy nie wyjdzie z mody” – kto będzie się tak modlił?! „Daj mi paliwo, benzynę,
Której nigdy nie braknie, aż kiedyś/ Znajdę się u celu podróży
JEZUSIE,
Popchnij mnie, holuj mnie,
Gdy silnik mój zastrajkuje,
Aby pewnie pokonać góry i wzniesienia
JEZUSIE,
Daj mi poduszki powietrzne, kiedy inni
Niebezpiecznie zbliżą się do mnie,
Aby chroniły mnie
Przed zbyt mocną kolizją” – a może by tak prościej, zwyczajniej?


Między skostnieniem a zdziecinnieniem
Żeby była pełna jasność – nie jestem przeciwnikiem odświeżania kościelnego języka. Mnie też drażni jego skostnienie, sformułowania typu: „ubogacać w szczególny sposób” i „pochylać się z troską”. Ale nie wydaje mi się, żeby receptą na rozwiązanie tego problemu był jakiś sztuczny, niby-młodzieżowy język. Bo kiedy ktoś modli się w naprawdę palącej sprawie, to nie będzie mnożył metafor rodem ze współczesnej popkultury, tylko zacznie krzyczeć do Boga najprostszymi słowami, jakie przyjdą mu do głowy. „Jezu, ratuj!” – oto modlitwa człowieka znajdującego się w trudnej sytuacji. Z pomocą mogą mu wtedy przyjść Psalmy, w których zawiera się uniwersalne ludzkie doświadczenie, a nie modlitwa DJ-a.
Tymczasem nasze mówienie o Bogu często sytuuje się między dwiema skrajnościami. Z jednej strony – przesadny patos, z drugiej – infantylizacja. Nie tak dawno ukazała się „Dobra czytanka wg św. zioma Janka”, będąca „przekładem” Ewangelii św. Jana na slang młodzieżowy. Czytamy w niej m.in., że Jezus „glebnął se przy studni”, a uczniowie „poszli do miasta, żeby kupić żarło”. Prawdopodobnie autorzy mieli dobre intencje, ale efekt jest komiczny.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji