Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Maryja, muzyka, maj

Żeby śpiewać pieśni maryjne, trzeba mieć maj w sercu – uśmiecha się Elżbieta Grodzka-Łopuszyńska, sopranistka, której piękny głos słyszymy na płycie dołączonej do „Gościa”.

Przystrojone przydrożne kapliczki, udekorowane kwiatami figury, pod którymi gromadzą się wierni – to znak, że rozpoczął się maj. Bo „maić” to – jak podaje „Słownik języka polskiego” – przybierać, zdobić coś zielonymi gałązkami, liśćmi, kwiatami. „Chwalcie łąki umajone,/ Góry, doliny zielone./ Chwalcie cieniste gaiki,/ Źródła i kręte strumyki” – śpiewamy, a ten zachwyt nad rozkwitającą przyrodą łączy się z hołdem oddawanym Maryi. „Chwalcie z nami Panią świata” – dodajemy w drugiej zwrotce. Matka Boża, nazywana w pieśni „dzieł Boskich koroną”, często porównywana jest do kwiatów: róży albo lilii, symbolizujących jej duchowe piękno. Maryja jest najpiękniejsza, bo do końca zaufała Bogu. Dzięki temu, że nosiła Go w swoim ciele, promieniował z niej blask samego Stwórcy. Czy więc może być lepszy czas na wysławianie Matki Jezusa niż maj, kiedy przyroda w pełni już zbudziła się do życia?

Wieczory pod figurą
Pierwszą osobą, która wpadła na pomysł, by maj oficjalnie poświęcić Maryi, był trzynastowieczny król hiszpański Alfons X. Władca sam często brał udział w nabożeństwach, a poddanym zalecał, by wieczorami gromadzili się na modlitwy wokół figur Matki Bożej. Jednak świadectwa podobnych zgromadzeń w krajach Wschodu pochodzą z czasów znacznie wcześniejszych, bo już z V wieku. Nabożeństwo majowe w kształcie zbliżonym do dzisiejszego narodziło się w XVIII wieku we Włoszech. Do Polski trafiło wiek później – po raz pierwszy odprawili je u nas jezuici w Tarnopolu w 1838 roku. Po roku jezuita ks. Wincenty Buczyński wydał we Lwowie pierwszą książeczkę o nabożeństwach majowych. W połowie XIX wieku gorącym orędownikiem kultu Maryi w Galicji był o. Karol Antoniewicz, również jezuita. To właśnie on jest autorem tekstu pieśni „Chwalcie łąki umajone”. – Mamy w naszym kraju wielkie bogactwo kościelnych pieśni maryjnych – twierdzi prof. Julian Gembalski, kierownik katedry organów i klawesynu w Akademii Muzycznej w Katowicach. – Geneza wielu z nich wiąże się z konkretnymi sanktuariami maryjnymi, często mamy też w tych pieśniach do czynienia z ludową pobożnością. Nie zawsze są one poprawne pod względem teologicznym, bywają sentymentalne, co nie znaczy, że nie są piękne.

Pieśni w kolorze błękitnym
– Żeby śpiewać pieśni maryjne, trzeba mieć maj w sercu, poczuć w sobie radosny nastrój nabożeństwa majowego. To są pieśni w kolorze błękitnym – uśmiecha się Elżbieta Grodzka-Łopuszyńska, sopranistka, której głos słyszymy na płycie „Ave Maria”, dołączonej do „Gościa”. Temu głosowi towarzyszą na krążku dźwięki organów, za którymi zasiadł profesor Gembalski. Słuchając płyty, możemy się przekonać o walorach artystycznych pieśni maryjnych. – Kiedy ks. Tomasz Jaklewicz z „Gościa” zaproponował nam nagranie płyty, od razu zapaliliśmy się do tego pomysłu – opowiada wybitny organista. – Już na drugi dzień rozpisaliśmy scenariusz i wkrótce zaczęły się próby. Pozostawała tylko decyzja, gdzie ma się odbyć sesja. W końcu zdecydowaliśmy się na kościół Mariacki w Katowicach. W tym miejscu niecały miesiąc wcześniej nagrywaliśmy inną płytę, więc nie było problemów z ustawieniem brzmienia, rozkładem mikrofonów. Jedynym mankamentem było położenie kościoła obok torów kolejowych. Sesje musieliśmy przeprowadzać po 21.30, kiedy już większość ekspresów wróciła do Katowic…

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji