Nowy numer 43/2020 Archiwum

Między heroizmem a bestialstwem

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski podjął być może najbardziej heroiczną decyzję w życiu. Jestem mu wdzięczny, że ją podjął.

Podporządkowanie się decyzji kard. Dziwisza jest dla niego z pewnością osobistym dramatem. Ale gdyby tego nie zrobił, mielibyśmy do czynienia z poważnym zranieniem Kościoła. Nie, nie ze względu na „solidarność sutann”, o której lubi mówić Tomasz Terlikowski. Ze względu na dobro wszystkich polskich katolików. Dobrowolne posłuszeństwo wynikające z miłości i wiary jest jedną z fundamentalnych zasad konstytuujących Kościół katolicki. Nie tylko posłuszeństwo duchownych. Posłuszeństwo wszystkich ochrzczonych w Kościele.

Wołanie o pomoc
Czy mam moralne prawo oceniać postawę ks. Zaleskiego? Uważam, że mam, podobnie jak on – co podkreślił w czasie konferencji prasowej – ma moralne prawo mówić o swoim pokoleniu. Należę do tego samego co ks. Tadeusz pokolenia. Byłem działaczem pierwszej „Solidarności”. Byłem internowany. SB próbowała mnie zwerbować do współpracy. Z powodu mojej działalności poważnych krzywd doznała moja najbliższa rodzina. Od dwudziestu pięciu lat jestem dziennikarzem. Od siedemnastu księdzem.

I przez ostatnie miesiące z niepokojem przyglądałem się podejmowanym przez ks. Zaleskiego działaniom. Bałem się, że nie udźwignie ciężaru, który trafił na jego barki. Że popełni wielki błąd. Bałem się, tym bardziej że widziałem, iż znalazł się ze swoim ciężarem w wielkim osamotnieniu. Jego tak chętnie nagłaśniane przez media działania były wielkim wołaniem o pomoc w dźwiganiu brzemienia. Wołaniem skierowanym przede wszystkim do Kościoła. Do braci w kapłaństwie. Widziałem też, że ludzie Kościoła próbują mu pomóc. Nie zdołali jednak spełnić jego oczekiwań.

Fascynacja złem
W ostatnich latach wielokrotnie widziałem i spotykałem ludzi porażonych zetknięciem ze złem. Realizując naturalne prawo do poznania prawdy o sobie, sięgnęli po materiały na swój temat przechowywane dziś w Instytucie Pamięci Narodowej. Niejednej i niejednemu z nich zawalił się cały dotychczasowy świat. Odkrywali, że zostali zdradzeni przez ludzi, którym ufali, których kochali, których poważali. Sam tego również doświadczyłem, gdy dowiadywałem się, że księża, którzy byli dla mnie autorytetami, donosili esbecji.

Zetknięcie ze złem, zwłaszcza złem skoncentrowanym, niesie wielkie niebezpieczeństwo. Zło nie tylko poraża i przeraża. Nie tylko u zwykłego uczciwego człowieka budzi obrzydzenie i chęć walki z nim. Ono wciąga i fascynuje. Tropiąc jego kolejne przejawy, można znaleźć się w niewoli zła. Zaczyna ono przesłaniać wszystko, czym człowiek dotychczas żył, co było dla niego ważne, odciąga go od czynienia dobra, zaburza hierarchię wartości. Stawia wszystko na głowie.

Czy można się przygotować do spotkania ze stężonym złem? Myślę, że można. Widzę jednak, że do nielicznych należą ci, którym udało się przygotować na spotkanie ze złem kryjącym się w esbeckich teczkach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama