Nowy numer 49/2020 Archiwum

Addio, pomidory

SLD dotrzymało obietnic, więc pogorszenie opieki zdrowotnej kosztowało parę miliardów

Wszyscy się odgrażają, że dopiero teraz kampania wyborcza nabierze tempa. Być może, ale na razie najbardziej zaskoczeni wydają się jej główni aktorzy. Wielka nadzieja III RP i miłośników koloru pomidorowego, czyli Włodzimierz Cimoszewicz, wciąż nie może otrząsnąć się z szoku.

Elektorat najpierw go molestował listami, faksami i telefonami, a teraz nie chce się przyznać badaczom opinii publicznej, że go popiera. Pan Cimoszewicz twierdzi, umacniany w tym przekonaniu przez największe autorytety mijającej epoki, że to wina jego przeciwników, którzy wściekle atakują najlepszego z kandydatów. Kontrkandydaci nie ułatwiają mu życia, ale takie to już prawo dżungli, że każdy chce wygrać. Padają jednak oskarżenia o brutalność i obrzucanie błotem, a także o wydawanie nielegalnych pieniędzy.

Pilni obserwatorzy zadają w związku z tym ostatnim zarzutem pytanie, ile kosztowało umieszczenie prof. Nałęcza na stanowisku rzecznika ponadpartyjnego kandydata SLD. Intryguje bowiem następująca korelacja: gdy tylko Nałęcz zdemaskuje kolejnego przeciwnika, notowania Tuska rosną dramatycznie. Pewnie z powodu tych pułkowników, których profesor-rzecznik tropi i wyzywa. Naród wciąż kocha Sienkiewicza i jak słyszy „pułkownik”, to zaraz kojarzy, że larum grają, wzrusza się i popiera partię małego rycerza.

Co do pierwszego zarzutu, to według miłośników czystej kampanii, brudem jest wszystko, co nie jest antyfoną na cześć. Kandydat z puszczy miałby większe wzięcie wśród elfów, ale stara się o głosy zwykłych śmiertelników, którzy mają uwierzyć, że jest jednym z nich. Może by uwierzyli, lecz musieliby wtedy popaść w kompleksy, bo zwykłym śmiertelnikom nikt nie oferuje leśniczówki za 400 zł na miesiąc. Zwykli śmiertelnicy nie mają też tylu talentów co kandydat, który pomnaża je na giełdzie, ani też nie mogą się tyle razy mylić w opisywaniu swojego majątku. Tak, trzeba to wyraźnie powiedzieć: zwykli ludzie są zawistni wobec kandydata Cimoszewicza, bo nie umieją pojąć, że on ich przerasta. Dlatego nie zasługują na prezydenta Cimoszewicza i chyba się już z tym pogodzili, popierając mniej wybitnych.

W cieniu wyborów prezydenckich trwa roz(g)rywka parlamentarna; nawiasem mówiąc, ciekawe, czy podczas ciszy przed głosowaniem na posłów będzie mogła trwać kampania prezydencka? Zresztą cała ta cisza jest raczej bezsensowna. Podobnie jak domaganie się obietnic programowych. SLD dotrzymało obietnic, więc pogorszenie opieki zdrowotnej kosztowało parę miliardów, a cena za zerwanie kontraktu na norweski gaz wciąż jest niewiadoma.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama