Nowy numer 45/2018 Archiwum

GN Katowice - poleca

Przystanek Alaska

Parafianie na Józefowcu przecierali oczy ze zdumienia. Jesienią 1997 ich farorz ks. Andrzej Maślanka znienacka oświadczył, że wyjeżdża do innej parafii. Nie pojechał jednak do Rybnika, Imielina czy Bielska. Wylądował na… Alasce. Na samym końcu świata…

Przez kilka lat głosił Dobrą Nowinę Eskimosom i Indianom nad Morzem Beringa i nad Jukonem. Właśnie ukazał się dziennik, w którym śląski kapłan opisuje swą pracę.

Najniższa temperatura, jakiej doświadczył? Minus 57 stopni Celsjusza. Plus ostry, porywisty wiatr stwarzający wrażenie, że jest o wiele, wiele mroźniej. Brrr… W takich warunkach przez kilka lat pracował ks. Andrzej. Zmagał się z samotnością, pokornie uczył się języka nowych parafian, przyzwyczajał się do sprawowania liturgii dla kilku osób. Wyglądał przez oblodzone okno kościoła i doskonale wiedział, ile ich kosztowało dotarcie do świątyni. Zdarzało się, że pokonywał wielkie odległości w śniegu i mrozie dla odprawienia Mszy św. dla kilku staruszek.

Człowiek Alaski żyje rytmem przyrody. Posiada cudowną zdolność, którą zatracili już mieszkańcy ogromnych metropolii. Słucha wiatru, oddycha mroźnym powietrzem, przekopuje się przez śnieg, dotyka spękanej, zmarzniętej na kość ziemi.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy