Nowy numer 48/2020 Archiwum

Lawina problemów

Od kilku lat jesteśmy z żoną po rozwodzie, ale wspólnie podejmujemy decyzje wychowawcze. Syn, 15-latek, mieszka z mamą, ale początkowo spędzał z moją nową rodziną sporo czasu. Gdy podnosiłem czasami głos, zaraz się stawiał, że nie mam prawa, bo opuściłem rodzinę.

Pół roku temu zaczęły się problemy z papierosami, alkoholem, jednocześnie przestał się uczyć. Wkrótce okazało się, że nie chodzi na korepetycje. Następnie oznajmił, że przeżywa pierwszą miłość. Od tego momentu zaczęły się kolejne problemy. Zniknął na dwa dni, a gdy wrócił, uderzyłem go w twarz. Oświadczył, że w tym momencie straciłem syna, wyzywał mnie, a ja, urażony, odsunąłem się. Zaczął wagarować, lekceważył matkę. Przemogłem się i pogadałem z nim. Niewiele zyskałem, bo do szkoły nie wrócił, matką gardzi, do wszystkich ma pretensje. Z rodzicami dziewczyny raczej się nie dogadamy. Boimy się, że zawali rok szkolny. Straszenie wyprowadzką bądź przeniesieniem do mnie czy jakiejś szkoły z internatem jest kwitowane stwierdzeniem, że nic nie możemy mu zrobić. Zaprowadzenie do psychologa graniczyłoby z cudem, dlatego proszę o poradę, ponieważ obawiamy się, że to zachowanie może sprowadzić syna na złą drogę – narkotyki, przestępczość, alkohol itp.

Bezradny ojciec

Należy zrobić wszystko, by chłopaka ratować. Mowy nie ma o obrażaniu. Bo cokolwiek zrobi, zawsze jest Waszym dzieckiem. Najlepiej zacząć od szkoły. Pan powinien tam pójść i dowiedzieć się, czy są szane, by syn uzyskał promocję. Trzeba się skontaktować ze szkolnym psychologiem, pedagogiem, którzy wezmą go bez uprzedzenia na rozmowę. Wystarczy Pana wcześniejsza zgoda. Szkoła musi widzieć, że Państwu bardzo zależy na współpracy z nią. Jeśli syn ma już sporo wagarów na koncie, to w niektórych miastach wzywa się straż miejską. Wyszkoleni specjaliści potrafią nadzorować nastolatka. Państwo odpowiadają za wypełnienie obowiązku szkolnego przez syna. Znam rodziny, gdzie wszyscy się angażowali i zmuszali młodego do chodzenia do szkoły. Warto zacisnąć zęby i poświęcić dziecku jak najwięcej czasu.

Zbuntowany 15-latek nie myśli logicznie, rozum ma wyłączony, idzie w zaparte. Trzeba wciąż od nowa próbować zawierać z nim umowy. Wobec prawa jeszcze przez 3 lata jesteście za niego odpowiedzialni, więc jakiekolwiek ucieczki z domu należy zgłaszać na policję Nie dajcie się szantażować emocjonalnie. Jeśli wyczuje w Was poczucie winy, to ma Was w szachu. Dlatego musicie czuć swoją rację, musicie być jej pewni. Nie traktujcie go jak partnera, nie proście, lecz żądajcie. Ale nigdy, obojętnie, co powie, nie obrażajcie się. Uważajcie na pieniądze. By miał ich jak najmniej. Wstrzymajcie kieszonkowe. Oboje pilnujcie, by syn nie mógł wyjąć Waszych pieniędzy. Pomyślcie też o wakacjach. Najlepsze byłyby wyjazdy zamknięte – obozy przetrwania, rekolekcje.

Czasami w okolicy można znaleźć charyzmatycznego księdza, który potrafi młodych porwać, pomaga im przejść przez ciężki okres dojrzewania. Nie bójcie się syna. On łamie wszelkie normy i zasady, wołając w ten dziwny sposób o pomoc, o skupienie na nim uwagi. Trzeba walczyć o niego, bo może popaść w nałóg. Może przydałoby się pójść do ośrodka i terapeuty od uzależnień? Znam rodziców, którzy wysłali na leczenie 14-letnich synków, i dzieci wracały odmienione. Najważniejsze, to się nie wstydzić, walczyć, szukać pomocy i nie opuszczać rąk. On musi wyczuć, że coś się przelało, że żarty się skończyły, a Wy nie popuścicie. Musi wiedzieć, że dopóki on łamie zasady, Wy nie traktujecie go poważnie.

Jeśli chcesz zadać pytanie w sprawie problemów w rodzinie, napisz do mnie: ipaszkowska@goscniedzielny.pl lub na adres redakcji: skr. poczt. 659, 40-042 Katowice

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama