Nowy numer 5/2023 Archiwum

Babcia Śnieżka

Mimo swoich 85 lat prekursorska produkcja Walta Disneya w ogóle się nie starzeje.

To było 85 lat temu. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 21 grudnia 1937 roku, odbyła się premiera „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków”, wyprodukowanej przez wytwórnię Walta Disneya. Rzecz reklamowano jako pierwszy pełnometrażowy film animowany, choć nie do końca zgodnie z prawdą. W rzeczywistości była to pierwsza taka produkcja w USA, ale na świecie powstało ich wcześniej całkiem sporo. Tak naprawdę prekursorem gatunku był Argentyńczyk Quirino Chrisitani, który już w 1917 roku stworzył 60-minutową animowaną satyrę polityczną „El Apóstol”, jeszcze bez dźwięku. Ten sam Christiani wyreżyserował też pierwszą pełnometrażową produkcję animowaną z dźwiękiem, zatytułowaną „Peludópolis”. Miała ona premierę w 1931 roku. Żadne jednak z wcześniejszych dzieł nie mogło się równać rozmachem z produkcją Disneya, który podniósł ów gatunek na niedostępny wcześniej poziom.

Wizja pełna szczegółów

Droga do tego sukcesu, rozpoczęta już wiosną 1934 roku, nie była bynajmniej usłana różami. Prasa kpiła z pomysłu producenta, który wyłożył prawie półtora miliona dolarów na film o krasnoludkach, doprowadzając swoje studio na skraj bankructwa. Twierdzono, że nikt nie będzie chciał oglądać takich bajek. A jednak na premierę przybyły największe gwiazdy Hollywood, a pokaz został nagrodzony owacją na stojąco, która trwała przez wiele minut.

To, co tak urzekło widzów, nie było bynajmniej dziełem przypadku, ale dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach wizji, w której realizację zaangażowano olbrzymie środki. Dość powiedzieć, że nad filmem pracowało 750 artystów, którzy wykonali łącznie dwa miliony rysunków, z czego wykorzystano 250 tys. Zaowocowała także praca chemików nad mieszaniem kolorów, dzięki której z palety 1500 barw udało się uzyskać pożądane odcienie. A trzeba dodać, że akurat kolor wykorzystano w pełnometrażowej animacji po raz pierwszy. Inną nowością było użycie kamery wieloplanowej, wynalezionej wprawdzie już w 1933 roku przez Uba Iwerksa, ale na planie „Śnieżki” udoskonalonej przez techników Disneya. Kamerą tą fotografowano postacie i elementy tła rozmieszczone na różnych poziomach na szklanych płaszczyznach, co wywoływało złudzenie trójwymiarowości. Przede wszystkim jednak liczyła się pomysłowość, widoczna nawet w najmniejszych detalach – w mimice, gestach postaci, komizmie sytuacyjnym, do którego budowania zespół reżyserski wykorzystał niewątpliwie doświadczenie z wcześniejszych, krótkometrażowych kreskówek Disneya. Bezbłędnie wykreowano postaci siedmiu krasnoludków, z których każdy jest charakterystyczny: czerwieniący się Nieśmiałek, dąsający się Gburek czy wzbudzający sympatię Gapcio (jedyny bez brody!) łatwo dają się odróżnić od pozostałych.

Policzki malowane różem

Co ciekawe, o ile postaci krasnoludków i zwierząt zostały przedstawione w sposób mocno kreskówkowy, o tyle bohaterowie ludzcy są znacznie bardziej realistyczni. Śnieżka, z alabastrową cerą i kruczoczarnymi włosami, okazuje się doskonałym odzwierciedleniem europejskiego typu urody, oczywiście w wydaniu przedwojennym. Aby nadać królewnie jeszcze bardziej naturalny wygląd, animatorki malowały na szkicach jej policzki własnym różem. Warto dodać, że przy opracowaniu schematu ruchów Śnieżki jako modelka posłużyła amerykańska tancerka, choreografka i aktorka Marge Champion. Później jej taniec był wielokrotnie wykorzystywany w filmach Disneya, takich jak „Pinokio” (1940), „Fantazja” (1940) czy „Dumbo” (1941). Z kolei wzorem postaci Złej Królowej stała się średniowieczna rzeźba z katedry w Naum­burgu, przedstawiająca jej fundatorkę Utę von Ballenstedt. To wyraźny akcent polityczny, bo nazistowskie Niemcy wykorzystywały w propagandzie tę postać jako ideał Niemki. W filmie wzór ten został oczywiście ośmieszony.

„Królewna Śnieżka” zachwycała też swoją ścieżką dźwiękową, nad którą pracowało aż 80 muzyków. Do obrazu powstało 25 piosenek, jednak Disney wybrał tylko osiem z nich, bo uważał, że pozostałe zanadto powielają schematy hollywoodzkich musicali. Te, które znalazły się w filmie, stały się jednak szlagierami nuconymi do dziś. Kto bowiem nie kojarzy takich hitów jak: „Piosnkę znam tylko jedną”, „Kto nauczył się śmiać” czy nieśmiertelne „Hej, ho!”, śpiewane przez krasnoludki w drodze do pracy i z pracy? Pamiętamy je zresztą także dzięki świetnym polskim adaptacjom. Mało kto jednak wie, że za dialogi i teksty piosenek w polskiej wersji językowej odpowiadał znany poeta, satyryk, dramaturg i tłumacz Marian Hemar. Dodać też należy, że pierwotna polska wersja z 1938 roku, w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego, jest prawdopodobnie najstarszym zachowanym rodzimym dubbingiem.

Wzór na dekady

Od strony fabuły „Królewna Śnieżka” była w zasadzie dość wiernym odwzorowaniem baśni braci Grimm, tyle że w wersji złagodzonej – pominięto bowiem bardziej brutalne, naturalistyczne elementy. Nawet śmierć królewny przedstawiono dyskretnie – widzimy tylko omdlewającą dłoń Śnieżki, z której wypada jabłko. Nic dziwnego, że produkcja stała się na wiele dziesięcioleci wzorem opowiadania baśni za pomocą filmu animowanego. Podobną drogą pójdą później twórcy filmowych baśni o Kopciuszku, Śpiącej Królewnie czy Małej Syrence. W zasadzie dopiero sukces „Shreka” (2001) zmienił nieco ten trend, dając początek gatunkowi, który można by nazwać „komediobaśnią”. Od tego czasu powstało wiele filmów animowanych przeznaczonych trochę dla dzieci, trochę dla dorosłych: „Epoka lodowcowa”, „Rybki z ferajny”, „Sezon na misia” czy „Madagaskar”. To jednak obrazy operujące w dużym stopniu elementami parodii, a mądrość życiowa przeplata się w nich często z grubiańskim żartem. Kinowy koneser znajdzie tam aluzje zarówno do tradycji, jak i do popkultury. W zależności od wieku widz wychwytuje inne elementy. Co innego śmieszy go i porusza.

Na tym tle 85-letnia „babcia” Śnieżka wydaje się bardziej prostolinijna, ale ciągle urzeka pomysłami, sposobem prowadzenia fabuły, precyzją wykonania. Da się to wszystko docenić tym bardziej, że w 50. rocznicę powstania filmu wyczyszczono i odnowiono negatyw, przywracając, a nawet udoskonalając oryginalne barwy. Zaś w 1993 roku obraz poddano jeszcze obróbce cyfrowej, dzięki czemu możemy go dziś oglądać w standardach współczesnego kina. W 2009 roku powstał nowy polski dubbing, w którym dialogi rozpisała na nowo Joanna Serafińska, pozostawiając jednak teksty piosenek Mariana Hemara. Trzeba przyznać, że mimo swoich 85 lat babcia Śnieżka w ogóle się nie starzeje. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego