Nowy numer 43/2020 Archiwum

Słowa pełne mocy

Potrzebujemy słów wiarygodnych, takich, które nam wytłumaczą, co z nami się dzieje! Słów pełnych Ducha!

Jezus wszedł do Wieczernika i wypowiedział słowa nadziei do beznadziejnych istot! Czyż nie jesteśmy tacy jak oni, przerażeni i samotni? Tchnął w nich Ducha w chwili, gdy wyjaśniał słowami to, co czynił. Słowa nadają sens, wyjaśniają mroki, tchną życiem. Apokalipsa nazywa Jezusa ALFĄ I OMEGĄ, pierwszą i ostatnią literą alfabetu. Dlaczego porównuje Go do liter? Z liter tworzy się słowo, słowa wyrażają myśli, myśli ujawniają poznanie, poznanie bierze się z doświadczenia. Bez słów wszystko wydaje się bezsensem. Potrzebujemy słów wiarygodnych, takich, które nam wytłumaczą, co z nami się dzieje! Słów pełnych Ducha!

Nie można być szczęśliwym, kiedy się nie wie, po co się żyje i do czego zmierza! Victor Frankl, który przeżył kilka lat w obozach koncentracyjnych, wyznał w swojej książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, że trzy rzeczy pozwoliły mu przetrwać: wola napisania książki, pragnienie odzyskania ukochanej żony i pragnienie przemienienia osobistej tragedii w triumf. Frankl wrócił z obozu jako zupełnie inny człowiek: dojrzalszy, obdarzony empatią, głęboki, z wolą przeprowadzania innych ludzi z bezsensu cierpienia do sensu życia. Jeśli jesteś w sytuacji, której nie możesz zmienić, pomyśl, że ta sytuacja zmienia ciebie w sposób niepowierzchowny. Trzeba przetrwać niekiedy najgorsze cierpienie, najtrudniejsze odtrącenie, pozorny bezsens. Kiedyś mnie to olśniewająco dotknęło: czytałem książkę i natrafiłem na słowo PIĘKNO, które za pierwszym razem odczytałem jako PIĘTNO.

Sens może być źle odczytany, wtedy wydaje się czymś przerażającym. Czytając zwierzenia Arnchild Lauveng, chorej na schizofrenię, dowiedziałem się tego samego: doczekała się uzdrowienia, ponieważ nawet gdy straciła w to wiarę, miała nadzieję, że zostanie uzdrowiona. Ona sama tak pisze: „Miałam w sobie dziecięcą wiarę, która towarzyszyła mi zawsze, przez całe życie, że istnieje dobry Pan Bóg, który jest z nami w dobrych i złych dniach i który mnie nie opuści, niezależnie od tego, czy wyzdrowieję, czy nie. W mojej wierze wyzdrowienie nie było najważniejsze, znacznie ważniejsza była świadomość, że On tam jest”.

Ta kobieta po 10 latach przebywania w szpitalach psychiatrycznych wyzdrowiała i obecnie sama jest psychologiem klinicznym. Przeżyła piekło cierpienia, by ofiarowywać nadzieję tym, których najlepiej rozumie. Niekiedy przeżywamy istną gehennę, by później umieć wyprowadzić z niej innych. Czy to jest bez sensu? Wiliam James radził ponoć osobom pragnącym popełnić samobójstwo: „Przeczytajcie najpierw jutrzejszą gazetę”. Skoro zwykły news potrafi człowiekowi zwrócić sens życia, to tym bardziej słowa Boga. Ja bym radził tym, którzy myślą o samobójstwie, przeczytać Ewangelię przeznaczoną na następny dzień. Jest w niej tchnienie życia!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama