Nowy numer 44/2020 Archiwum

Kariera nie dla karierowiczów

Niektórzy przez całe życie próbują zrobić karierę, ale im się to nie udaje. Bóg często obsypuje nagrodami tych, którzy stronią od zaszczytów.

Są ludzie, którzy bardzo chcą zrobić karierę, ale im się to nie udaje. Są tacy, którzy jej robić nie chcą, ale zrządzeniem Bożej Opatrzności dokonują rzeczy tak wielkich, że ich imiona są wspominane przez całe wieki. „Oto, bracie, byliśmy parą w zaprzęgu, jedną bruzdę ciągnąc, a teraz ja padam u zagrody, dnia swego dokonawszy. Ty zaś bardzo lubisz górę (klasztor na Olimpie w Bitynii), przecież nie porzucaj dla tej góry nauczania naszego, bo przecież nie możesz jeszcze lepiej osiągnąć zbawienia”. Tak umierający w Rzymie Cyryl zachęcał swego brata Metodego do wytrwania w działalności misyjnej wśród Słowian. Po 1200 latach wciąż pobrzmiewa w nich duch szczerej, prostej wiary i wielkiej pokory wobec Bożego powołania. A przecież obaj byli ludźmi wybitnymi.

Urodzili się w Tesalonikach. Ich ojciec był cesarskim urzędnikiem. Obaj mieli szansę zrobić wielką karierę. Obaj wyraźnie jej nie chcieli. Bliższe im były sprawy Boże. Metody był już nawet zarządcą jednej z nadgranicznych prowincji Bizancjum. Porzucił jednak świeckie życie i zamieszkał w klasztorze u stóp Olimpu, w Bitynii.

Cyryl był światłym i utalentowanym kapłanem. W młodym wieku został bibliotekarzem przy kościele Hagia Sophia w Konstantynopolu i sekretarzem patriarchy. Wolał jednak życie w cichym klasztorze, gdzie ukrył się przed zgiełkiem świata. Odnaleziony zgodził się wykładać filozofię w wyższej szkole w Konstantynopolu. Nawet powrócił do ważnych spraw politycznych, godząc się na podjęcie zleconej mu przez cesarza i patriarchę misji do Saracenów. Po powrocie znów jednak zamknął się w klasztorze. Potem jeszcze raz, wraz z bratem, wziął udział w trudnej misji na Krym.

Pewnego razu książę Moraw, Rościsław, poprosił w Konstantynopolu, by przysłano mu biskupa, który w języku Słowian mógłby wyłożyć im prawdziwą chrześcijańską wiarę. Wyznaczono Cyryla i Metodego. Nikt nie nadawał się do tego lepiej niż obeznani z językiem i umiejący poruszać się po śliskim polu dyplomacji bracia. Głosili przecież Ewangelię w języku Słowian. Opracowali nawet specjalny alfabet oraz przetłumaczyli nań Pismo Święte oraz liturgiczne i prawne księgi. Nie wszystkim ich działalność się podobała. Metody trafił nawet na dwa lata do więzienia.

Musiało być w nich jednak wiele autentycznej chrześcijańskiej postawy, skoro zarówno papież Hadrian II, jak i Jan VIII pobłogosławili ich dziełu. Ludzie o szerokich horyzontach często napotykają opór tych, którym ciasny punkt widzenia nie pozwala spojrzeć na sprawy szerzej. Po wiekach inny Słowianin, zasiadający na Stolicy Piotrowej, poświęcił im jedną ze swoich encyklik. Dla Jana Pawła II i współczesnych nam „ich misjonarska postawa, wyrażająca się w niesieniu nowym ludom prawdy objawionej przy jednoczesnym poszanowaniu ich kulturowej odrębności, pozostała dla Kościoła i misjonarzy wszystkich czasów żywym wzorem” (SA 7). Cyryl i Metody odrzucali karierę. Stronili od zaszczytów. Bóg sprawił, że prócz nagrody niebieskiej otrzymali z rąk ludzkich wyróżnienie niezwykłe. 31 grudnia 1980 roku Papież Polak ogłosił ich patronami Europy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama