Nowy numer 25/2018 Archiwum

Nie mógł tam zdziałać żadnego cudu

Nie mógł tam zdziałać żadnego cuduGdy przeczytałem tę Ewangelię po raz pierwszy, pomyślałem: – Mocne, ale to nie do mnie, a pewnie do Niemców. To oni, kiedy Benedykt XVI przyjechał do ojczyzny, przyjęli go chłodno, powściągliwie. Nie to, co my – Polacy.

Na szczęście ze Słowem Bożym jest tak, że można do niego wracać wiele razy. Gdy drugi raz czytałem ten fragment, zdziwiłem się, że Jezus też się dziwił. Poczułem zawstydzenie. Przecież od 33 lat jestem w Kościele, a wciąż wątpię, grzeszę, błądzę, tak jak oni.

Jak miał nie zdziwić się Jezus, kiedy po tak długim czasie przebywania wśród Galilejczyków, pokazywania, kim jest, nagle, nauczając w synagodze, stał się intruzem, uzurpatorem, przemądrzałym młodzieńcem, co ledwie skończył 30.

My nie jesteśmy w stanie pojąć, że Bóg stał się jednym z nas, tak bliskim, że aż niewiarygodnym. Ja rozumiem – Zeus Gromowładny, ten miał majestat. Król siedzący na tronie – to jest ktoś, ale taki sąsiad, kolega, brat? To niewiarygodne.

Nie dowierzam Chrystusowi, bo jest za bliski, bo za dobrze mnie zna, bo prawdy o sobie samym nie mogę ukryć wobec Jego bliskości. Bardzo mocno brzmią mi w sercu słowa: „Nie mógł tam zdziałać żadnego cudu”. Moje niedowiarstwo może uniemożliwić Bogu jakiekolwiek działanie we mnie.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji