Nowy numer 4/2023 Archiwum

Szczęsny: Było ciężko, bo graliśmy z zespołem nie z naszej półki. Piłkarze i polski trener o meczu z Argentyną

"Było ciężko, bo graliśmy z zespołem nie z naszej półki" - powiedział bramkarz reprezentacji Polski Wojciech Szczęsny po porażce 0:2 z Argentyną w ostatnim meczu grupowym piłkarskich mistrzostw świata w Katarze. Mimo porażki biało-czerwoni awansowali do 1/8 finału.

W pierwszej połowie długo utrzymywał się remis. W 39. minucie Szczęsny sfaulował Lionela Messiego w polu karnym, co poskutkowało podyktowanym przez sędziego rzutem karnym. Polski bramkarz doskonale wyczuł jednak rywala i obronił strzał.

"Powiedziałem, że moim zdaniem kontakt był, ale karnego nie powinno być. Sędzia zadecydował inaczej i dobrze, bo mogłem się popisać" - uśmiechnął się polski bramkarz.

Przyznał, że nie do końca był pewien, jak uderzy Messi.

"Teraz mogę powiedzieć, że wiedziałem, ale wtedy nie byłem taki pewny" - dodał 32-letni zawodnik.

"Nie byłem pewny, bo Leo podczas niektórych karnych patrzy na bramkarza, niektóre uderza mocno. Wiedziałem, że jak będzie uderzał mocno, to raczej w moją lewą stronę. Nie zatrzymywał się, więc poszedłem, wyczułem, obroniłem. Jesteśmy szczęśliwi" - podkreślił piłkarz.

Mimo porażki Polacy awansowali do 1/8 finału, bowiem Meksyk, z którym Polska zremisowała 0:0 w swoim pierwszym meczu mundialu w Katarze, również ma cztery punkty, ale minimalnie gorszy bilans goli - 2:3.

"Było ciężko, bo graliśmy z zespołem nie z naszej półki. Mogli trzymać piłkę przez 90 minut i nie pozwolić nam jej powąchać. Fajnie jest grać z takimi zespołami, jeden mecz na 100 się wygra. Tym razem się nie udało, ale chyba po raz pierwszy cieszę się z przegranej" - przyznał Szczęsny.

"Nerwy olbrzymie. Z jednej strony jesteś blisko, ale przegrałeś swój mecz i musisz liczyć na pomoc od innych. Z drugiej strony mamy cztery punkty, lepsze bramki, więc awans w pełni zasłużony z czego się bardzo cieszę" - powiedział trener Czesław Michniewicz Michniewicz tuż po końcowym gwizdku na antenie TVP Sport.

"Żałuję jednak, że z Argentyną zagraliśmy dziś tak bardzo nerwowo. To, że Argentyna miała w pierwszej połowie tyle sytuacji wynikało z naszych prostych błędów, przyjęcia, podania, złych wyborów. Ale nie ma już co narzekać, a trzeba się cieszyć" - podkreślił.

Selekcjoner przyznał, że długimi fragmentami jego drużyna cierpiała na boisku.

"Cierpieliśmy, ale z tego cierpienia mogło się urodzić coś lepszego. Żałuję momentów w pierwszej połowie, kiedy odbieraliśmy piłkę, czy to Bielik, czy Krychowiak, bo wiedzieliśmy, że Argentyna będzie grać dużo przed środek. W drugiej połowie tych odbiorów już było mniej, bo Argentyna szybko zdobyła bramkę i zaczęła grać na utrzymanie, bo w pierwszej, kiedy nie miała bramki, szybciej kończyła akcje strzałami. Później nie chciała szybko zdobyć kolejnego gola, ale chciała nas zmęczyć, a bramkę w końcu i tak strzeliła" - analizował.

Od początku drugiej połowy do gry weszli młodzi Jakub Kamiński i Michał Skóraś.

"Chcieliśmy mieć więcej szybkości na skrzydłach, chcieliśmy mieć zawodników, którym można podać piłkę po przejęciu, żeby to nie był tylko Robert Lewandowski, bo Karol Świderski schodził gdzieś niżej. Pierwsza bramka jednak bardzo podcięła nam skrzydła, bo jeszcze nie wyszliśmy z szatni, a już przegrywaliśmy" - dodał.

W końcówce murawę opuścił Bartosz Bereszyński, jeden z wyróżniających się zawodników w tym turnieju.

"Zgłosił kontuzję. Grał już z kontuzją dwa poprzednie mecze, na zaciśniętych zębach dał radę, a dziś w końcówce mówił, że już nie da rady. Fajnie, że mamy Artura Jędrzejczyka, który wszedł za niego, to doświadczony piłkarz, fajnie, że mamy jego, Damiana Szymańskiego, którzy w ważnych momentach mogą pomóc" - zakończył Michniewicz.

Robert Lewandowski powiedział: "Jesteśmy bardzo zadowoleni, tyle lat czekaliśmy na awans do fazy pucharowej MŚ. To jest szczęśliwa porażka. Chyba nie przeżyłem jeszcze takiego meczu, ale dzisiaj ten wynik, przede wszystkim te trzy mecze, m.in. zwycięstwo nad Arabią Saudyjską, zaprocentowało wyjściem z grupy. Oczywiście, możemy rozmawiać na temat stylu, jaki dzisiaj zaprezentowaliśmy. Wiemy, że to nie był z naszej strony wyśmienity futbol i jakie błędy popełnialiśmy. Wiedzieliśmy, że powinniśmy więcej pograć w środku piłką, nie bać się, a tego brakowało" - przyznał Lewandowski po meczu w Dausze w rozmowie z TVP Sport.

34-letni napastnik jest już myślami przy niedzielnej rywalizacji z Francją w 1/8 finału.

"Na pewno traktujemy mecz z Argentyną jako dobre przygotowanie do następnego, w 1/8 finału z Francją. Wiemy, że poziom będzie podobny, a może nawet wyższy. Ale jestem przekonany, że jeśli przeanalizujemy nie tylko grę w defensywie, ale również piłką, to z Francją możemy zagrać znacznie lepiej" - stwierdził Lewandowski.

Mecz z Argentyną określił jako spotkanie, które "nie było dla napastnika".

"Dzisiaj moją rolą była chyba gra w defensywie. Ale wiedziałem, że to dla drużyny jest bardzo ważne. Tym bardziej wiedząc, jaki jest wynik drugiego meczu i jak ważne mogą być żółte kartki. Szkoda natomiast, że tak szybko straciliśmy bramkę po przerwie. To nas osłabiło, wiara trochę siadła. Tu jest duże pole do poprawy, a to akurat optymistyczne przed kolejnym meczem" - podkreślił.

Czy będzie jakaś specjalna nagroda od drużyny dla Wojciecha Szczęsnego, który obronił rzut karny Lionela Messiego?

"Za karnego, którego sam spowodował?" - zapytał żartobliwie Lewandowski, po czym dodał już poważnie:

"Wojtek fenomenalnie obronił tę +jedenastkę+. Wyczuł Leo Messiego, wyśmienicie to zrobił".

Na koniec kapitan kadry przyznał, że biało-czerwoni już osiągnęli w Katarze sukces.

"Dla reprezentacji Polski, dla mnie, biorąc pod uwagę nasze możliwości, to jest sukces. Nie ma co ukrywać. Za jakiś czas nikt nie będzie patrzył, jak to dzisiaj wyglądało. Każdy od jutra skupi się na przygotowaniach do meczu z Francją. Przed nami fajne, wielkie wyzwanie. Tak musimy do tego podchodzić. Trzeba wyjść na ten mecz z uśmiechem na twarzy, dumą i taką pewnością siebie, jak to tylko możliwe. Dopóki piłka w grze, trzeba próbować" - zakończył.

"Bardzo dużo biegaliśmy za piłką. Był to specyficzny mecz. Ciężko się cieszyć po porażce, ale jest to dla nas słodko-gorzki wieczór. Nie jest fajnie przegrywać, ale ostateczny cel osiągnęliśmy i to jest ważne" - powiedział Kamil Glik na antenie TVP Sport.

"Na pewno nie było łatwo. Wiedzieliśmy, że to spotkanie będzie bardzo ciężkie, graliśmy przeciwko drużynie, która jest jednym z głównych faworytów do zdobycia mistrzostwa świata. W takich meczach trzeba mieć troszkę szczęścia, a my je mieliśmy. Awansowaliśmy i teraz musimy się przygotować do niedzielnego starcia, które również będzie bardzo ciężkie" - podkreślił obrońca.

"Wiedzieliśmy, że nie będziemy mieli dużego posiadania piłki. Oczywiście druga połowa wyglądała całkiem inaczej, mieliśmy też sygnały z ławki, wiedzieliśmy jak toczył się drugi mecz. Było to specyficzne spotkanie pod wieloma względami" - dodał 34-letni piłkarz.

"Zrobiliśmy coś, co od wielu lat się nie udawało. Na pewno jest radość słodko-gorzka. Myślę, że w kolejnych dniach ta radość będzie większa. Ciężko się cieszyć po przegranym meczu" - zakończył Glik.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama