Nowy numer 4/2023 Archiwum

Dziesięć tysięcy marzeń

Tego pierwszego, największego marzenia o zdrowiu spełnić nie możemy. Ale damy z siebie wszystko, żeby zrealizować każde inne – mówią wolontariusze Fundacji Mam Marzenie.

Jeszcze kilka lat temu życie trzynastoletniej Natalii Bronder toczyło się pomiędzy szkołą a basenem. Na tym drugim odnosiła sukcesy – została wicemistrzynią Śląska w pływaniu i była pewna, że to nie jest szczyt jej możliwości. Do tego przyjaciółki, pies, kot – ot, codzienność pełnej życia nastolatki. Kiedy mimo intensywnych treningów wyniki Natalii się pogorszyły, a ona sama zaczęła przybierać na wadze, zaczęły się wielomiesięczne wędrówki po lekarzach. W końcu trafiła do endokrynologa, który na jej nadnerczu odkrył 7-centymetrowy guz.

Pierwszą operację dziewczynka przeszła pod koniec 2018 roku. Do dziś było ich już siedem. Do tego 10 cykli bardzo intensywnej chemioterapii, radioterapia, stereoterapia, immunoterapia… Uparte raczysko uczepiło się jednak Natalii i za żadne skarby nie daje się wygonić. Patrząc na śliczną siedemnastolatkę z delikatnym makijażem podkreślającym jej dziewczęcą urodę, trudno uwierzyć, że jej organizm walczy właśnie z kolejną wznową choroby. – Natalia czuje się i wygląda świetnie, niestety jej wyniki przeczą temu, co widać – mówi tata Sebastian i zaczyna opowieść o cudownych lekarzach, którzy niestrudzenie szukają sposobów, żeby chorobę wyrzucić z ciała córki raz na zawsze. – Kiedyś nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak rak. Od diagnozy moje życie zmieniło się o 180 stopni. Nie chodzę do szkoły, mam lekcje online. Nie mogę spotykać się z koleżankami i kolegami. Inaczej patrzę na świat, wszystko jest dla mnie ważniejsze niż dawniej – opowiada nastolatka.

Hobby: spełnianie marzeń

To właśnie dla dzieci takich jak Natalia w 2003 roku powstała Fundacja Mam Marzenie. Inspiracją do jej utworzenia była amerykańska fundacja „Make a wish”. Adresatami są dzieci pomiędzy 3. a 18. rokiem życia, cierpiące na choroby zagrażające ich życiu. – Kiedy zakładaliśmy fundację, nasi przyjaciele ze Stanów stwierdzili, że jeśli w ciągu roku uda nam się spełnić osiem dziecięcych marzeń, to będzie bardzo dobry wynik. My w rok spełniliśmy ich czterdzieści! – opowiada Aleksandra Bieg, rzecznik prasowy Fundacji Mam Marzenie, i zaczyna wymieniać inne liczby. – Mamy 19 lat, 16 oddziałów w całej Polsce i zbliżamy się do 10 tysięcy spełnionych marzeń! Tylko do listopada spełniliśmy pragnienia 315 marzycieli. Zajmuje się tym 283 wolontariuszy. Co ważne, cała fundacja opiera się na działaniach wolontariackich – wszyscy, łącznie z zarządem, spełniają marzenia w swoim wolnym czasie.

O fundacji powiedziała Natalce jej szpitalna pani psycholog. Rodzice wypełnili wniosek, wysłali dokumentację medyczną, ale chyba nikt specjalnie nie wierzył, że to właśnie Natalkowe marzenie może się spełnić. Kiedy więc zadzwonił telefon z propozycją spotkania – online, jak to w pandemii bywało – cała rodzina Bronderów była w szoku. Natalia została oficjalnie „marzycielką”, pozostało wskazanie marzenia.

– Mamy cztery kategorie marzeń – tłumaczy Dominika Marek, wolontariuszka, która od początku towarzyszyła Natalii. – „Chciałbym dostać” dotyczy przedmiotów materialnych, zwykle to telefony, laptopy czy inny sprzęt. „Chciałbym zostać” wybierają najczęściej najmłodsze dzieci, mogące na jeden dzień wcielić się w strażaka, księżniczkę czy policjanta. „Chciałbym spotkać” to marzenia o spotkaniu z kimś znanym: aktorem, piosenkarzem, ostatnio wielką popularnością cieszą się youtuberzy. Ostatnia kategoria to „chciałbym zobaczyć” – marzyciel wyjeżdża w upragnioną podróż. Trudno powiedzieć, których marzeń jest najwięcej, każde jest wyjątkowe, niepowtarzalne! – opowiada Dominika, na co dzień pracująca w jednej z katowickich korporacji.

Stonehenge i rejs Tamizą

– Dlaczego Londyn? Trudno powiedzieć. Pomyślałam, że chciałabym gdzieś wyjechać, coś zobaczyć, a potem Londyn sam pojawił się w głowie – opowiada Natalia. Zaczęły się przygotowania, organizacja. Niestety na przeszkodzie stała szalejąca pandemia, wyjazdy zagraniczne były utrudnione. – Byłam z Natalią w stałym kontakcie, pytałam, czy nie chce zmienić marzenia, ale ona była zdecydowana: chciała zobaczyć Londyn – uśmiecha się Dominika. Do wyjazdu ostatecznie doszło w czerwcu, prawie dwa lata po pierwszej rozmowie. – Okazało się, że wyjazd trafił w najlepszym dla Natalki czasie: choroba była w remisji, siły po wyczerpującym leczeniu już wróciły, więc mogliśmy wycisnąć absolutnie wszystko z tej wyprawy – opowiada pan Sebastian, który towarzyszył córce w podróży. Razem z Natalią do Londynu poleciała dwójka innych marzycieli, Antek i Kuba. Razem podbijali angielską stolicę. – Byliśmy w Stonehenge i w Windsorze, tam trafiliśmy na obchody 70-lecia panowania królowej Elżbiety. Cambridge, Westminster, Buckhingham Palace, Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud, rejs po Tamizie, przejażdżka London Eye… – wymienia z zapałem Natalia. – Po pierwszym dniu byłem wykończony bardziej niż córka! – śmieje się pan Sebastian. Wszędzie podróżowali komunikacją miejską, co pozwoliło im poczuć klimat zwykłego, brytyjskiego życia. Cztery dni wypełnione były atrakcjami od rana do wieczora.

Spełnianie marzeń wymaga funduszy. To Natalkowe zrealizowało się dzięki panu, który nie tylko zorganizował całą wyprawę, ale i towarzyszył marzycielom w Londynie, służąc im jako przewodnik. Na spełnianie innych pragnień wolontariusze szukają pieniędzy u sponsorów, organizują zbiórki i akcje. Jedną z nich jest „Kolacja marzeń”, która w tym roku odbędzie się już po raz dziewiąty. Każdy może wziąć udział w licytacji kolacji, którą zje w towarzystwie wybranej przez siebie gwiazdy – w tegorocznej edycji bierze udział aż 50 znanych osób, wśród nich Beata Pawlikowska, Ewa Drzyzga, Jerzy Bralczyk czy Grzegorz Hyży. Innym ważnym wydarzeniem jest zaplanowana na 10 grudnia Wielka Gala Charytatywna Fundacji Mam Marzenie, która odbędzie się w Poznaniu, a na scenie wystąpią Orkiestra Reprezentacyjna Sił Powietrznych w Poznaniu, zespół Three of Us, Bovska oraz Ewelina Flinta. Bilety na to wydarzenie są ciągle w sprzedaży.

Żółty aparat, traktor i Formuła 1

– Niektóre marzenia wymagają ogromnych środków i wielu przygotowań. Jeden z naszych marzycieli chciałby polecieć na wyścig Formuły 1. To skomplikowane finansowo i logistycznie, ale my się nie poddajemy! Zdarzają się jednak marzenia, które nie pociągają za sobą zbyt wielu kosztów, tak jest choćby ze spotkaniami ze znanymi osobami, które zazwyczaj chętnie odpowiadają na nasze zaproszenie – opowiada Aleksandra Bieg.

– Każde marzenie jest wyjątkowe, nawet jeśli wydaje nam się błahe – podkreśla Dominika Marek i wspomina kilkuletniego chłopca, który marzył o aparacie fotograficznym. – Ale koniecznie musiał być kolorowy! Kupiliśmy więc żółty aparat i wręczyliśmy go krótko przed świętami. Chłopiec musiał zostać na święta w szpitalu, tam też witał nowy rok. Na sylwestrowej zabawie robił zdjęcia i był absolutnie szczęśliwy – na twarzy wolontariuszki widać wzruszenie.

– Najbardziej zaskakujące marzenie? – Ola Bieg musi się chwilę zastanowić, w końcu brała udział w spełnianiu tak wielu tak różnych pragnień. – Jeden z naszych podopiecznych marzył o spotkaniu z konstruktorem najmniejszego traktora marki Ursus na świecie. Tak, to nie pomyłka – najmniejszego. Nie jesteśmy specami od traktorów, ale udało się, a nasz marzyciel nie tylko poznał konstruktora, ale i zaliczył przejażdżkę .

Wszystko po to, żeby na twarzach dzieci, których codzienność wypełniona jest badaniami i zabiegami, choć na chwilę zagościł uśmiech. – Nie możemy spełnić tego pierwszego, najważniejszego marzenia dzieci o zdrowiu, ale wierzymy, że spełniając to drugie, z listy marzeń, sprawimy, że nasi marzyciele będą mieli siłę do walki z chorobą – opowiada Aleksandra Bieg. Na każdym etapie realizacji marzenia wolontariusze pozostają w kontakcie z lekarzem prowadzącym dziecko. Czasami bywa i tak, że marzenie trzeba zmienić, bo stan zdrowia marzyciela nie pozwala na podróż czy spotkanie. Wolontariusze nie poddają się jednak i robią wszystko, żeby uszczęśliwić swoich podopiecznych.

Aby spełniać kolejne marzenia dzieciaków, potrzebni są ludzie, którzy oddają swój czas i serce. – Wolontariuszem może być każdy, działamy w całej Polsce i dla każdego znajdziemy jakieś zadania. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, aby spotykać się z marzycielami w szpitalu, może pomagać nam administracyjnie czy w poszukiwaniu sponsorów. Wystarczy chcieć, zatroszczymy się o resztę! – podkreślają przedstawiciele fundacji. 5 grudnia przypada Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Może to dobry czas, żeby dołączyć do załogi i zacząć spełniać marzenia?

– Zapłata dla wolontariusza jest niepoliczalna w żadnej walucie – uśmiecha się Ola Bieg. – Emocje, jakie nam towarzyszą, kiedy patrzymy na spełniające się marzenia, są gigantyczne. Kiedyś jedna z wolontariuszek usłyszała od marzycielki: „Z tobą to nic nie jest straszne”. Inna dostała laurkę, na której widniał napis: „Portal do lepszego świata”. Czy może być większa nagroda? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy