Nowy numer 48/2020 Archiwum

Sumowanie zbrodni

Myśl wyrachowana: Gdzie dwóch się bije, tam korzysta diabeł.

Amerykański aborter George Tiller ma na sumieniu 60 tys. dzieci, zabitych najczęściej w późnej fazie ciąży. Zabijał w dni powszednie, a w niedziele chadzał do luterańskiego kościoła. W tym też kościele został zastrzelony. Zabójca Tillera wyobrażał sobie być może, że tym sposobem kładzie kres zbrodni. W rzeczywistości do zbrodni abortera dołożył zbrodnię na aborterze. Swoim czynem niczego nie naprawił. Powiększył tylko swą osobą grono morderców. Zrobił Tillerowi to, co Tiller robił 60 tysięcy razy – radykalnie i nieodwracalnie sprzeciwił się planom Boga. Odebrał ofierze szansę naturalnego umierania, które wielu zatwardziałych grzeszników przywiodło do nawrócenia. Zwolennicy aborcji od dawna już zaliczali ruchy pro life do organizacji terrorystycznych, brakowało im tylko drobiazgu: aktu terroryzmu. Wyglądali go jak postkomuniści władzy, łaknęli go jak działacze gejowscy skinów z kamieniami. No i wreszcie się zdarzył.

To gratka dla biznesu aborcyjnego, bo złem karmi się tylko zło – nigdy dobro. Karykatura męczennika zmotywuje aborterów i niczym Nike ze skrzydłami nietoperza poprowadzi ich na barykady przeciw życiu. Niedawno za sprawą filmu „Walkiria” przypomniano historię zamachu Stauffenberga na życie Hitlera. – Wszystko skończy się dobrze, Hitler przeżyje – uspokoiłem żonę w kinie. Po ludzku jednak wydawałoby się, że zlikwidowanie takiego tyrana to już na pewno złem być nie może. Ileż tą śmiercią można było uratować ludzkich istnień! A w tle już widniał pokój z zachodnimi aliantami i zatrzymanie pochodu komunistów. A jednak zwalczanie zła złem przyniosło jeszcze większe zło. Kolejny nieudany zamach utwierdził Hitlera w przekonaniu, że ma szczególną misję. Nabrał pewności, że karta wojny, za sprawą tajemnych sił, odwróci się w ostatnim momencie.

W efekcie wojna trwała dłużej, a Niemcy musieli wypić nawarzone piwo do ostatniej kropli. Nie walczy się o dobro zbójecką maczugą. A to się dzieje, gdy ludziom nauka Chrystusa wydaje się za mdła, żeby można ją było potraktować serio. Zdaje im się, że miłość nieprzyjaciół oznacza przyjmowanie nieprzyjacielskich poglądów. Sądzą, że nadstawiać drugi policzek to to samo, co polubić ciosy w twarz. Nie pomyślą tacy, że Jezus po prostu wskazał nam jedyną skuteczną metodę przeciwstawienia się złu. Bo na zło nie ma innego sposobu, niż odrzucenie jego prowokacji. Podjęcie rękawicy rzuconej przez diabła musi skończyć się grzechem. Wiedzą to choćby małżonkowie, którzy reagując złością na złość, niczego nie rozwiązują, a tylko budują gmaszysko pretensji. Bo odpowiedź gniewem na gniew nie likwiduje gniewu, lecz go sumuje. Świnia podłożona krzywdzicielowi to nie szansa na wspólne grillowanie, tylko kolejna krzywda. Odwet jest jedną z najgłupszych rzeczy na świecie, bo choć wydaje się wymierzeniem bezkarnemu sprawiedliwości, w rzeczywistości jest mnożeniem niesprawiedliwości. Rezygnacja z agresji to nie broń słabych. Przeciwnie – właśnie ona wymaga siły woli. Bo dużo łatwiej pokonać bliźniego niż samego siebie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także