GN 43/2020 Archiwum

Macie i tacie

Myśl wyrachowana: Wszyscy chcą być atrakcyjni na rynku i stąd dziadostwo po domach.

Parę tygodni temu media pokazały zdjęcia Indian z dżungli amazońskiej, którzy nie mieli jeszcze kontaktu z cywilizacją. Fotografie zrobiono z samolotu. Widać na nich otoczone gąszczem chaty, a pomiędzy nimi umykające w panice kobiety z dziećmi. Ale widać też mężczyzn, którzy bynajmniej nie uciekają. Przeciwnie – strzelają do samolotu z łuków. Dziwne, prawda? Gdyby to było w Europie, zaraz by się wmieszała jakaś organizacja walcząca z dyskryminacją. Zażądałaby równej reprezentacji mężczyzn wśród matek, a kobiet wśród wojowników.

Daremnie wódz tłumaczyłby, że baba słabsza, że cięciwy nie naciągnie jak trzeba. Zresztą za takie gadanie wodza zastąpiłoby się „wódką”, czy jakby tam tę panią nazwali. – W Polsce to kobiety są od wychowywania dzieci – żali się „Wyborczej” pani z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. No rzeczywiście, w Polsce też, zupełnie jak u dzikich, tak głupio się przyjęło, że to kobiety rodzą dzieci, a potem, jakby tego było mało, karmią piersią. Takie praktyki związują dziecko z matką bardziej niż z ojcem, no i mamy to, co mamy. A że nie sposób piersi odczepić (potrafią to tylko transwestyci) i zostawić je przy dziecku, kobieta musi nierzadko zostać z piersiami w domu. Taka sytuacja zmniejsza jej atrakcyjność na rynku pracy, bo pracodawca chętniej zatrudnia mężczyznę niż kobietę, która częściej pauzuje.

Różnych sposobów już się chwytano, żeby temu zaradzić. Wydłużano urlopy macierzyńskie, skracano, straszono pracodawców kijem, kuszono marchewką. I nic, nierówność jak była, tak jest. Teraz znowu słychać o obowiązkowych urlopach „tacierzyńskich” do wykorzystania tylko przez mężczyzn. Pewnie, że dłuższy i bliższy kontakt ojca z dzieckiem nie zawadzi. Ale w tym pomyśle nie chodzi o dobro dziecka. Znów mówi się w kółko o tych „równych szansach”. Ktoś wykombinował, że skoro nie dało się zwiększyć atrakcyjności kobiety na rynku pracy, to trzeba obniżyć atrakcyjność mężczyzny. Czyli żeby – skoro pracodawcy nie opłaca się zatrudnić kobiety – nie opłacało mu się również zatrudnić faceta. Zacny pomysł. Niestety, gdy już kobieta i mężczyzna będą na rynku pracy jednakowo nieatrakcyjni, ostatecznie atrakcyjny okaże się tylko Chińczyk. Pewnie tak będzie, bo uszczęśliwianie ludzi na siłę oparte na dziwacznych ideach zawsze źle się kończy.

A co tu jest dziwaczną ideą? Myślę, że te „równe szanse”. Nie mamy równych szans z natury i nigdy ich mieć nie będziemy. Jakoś tak to Pan Bóg zrobił, że przedstawiciele płci odmiennych w pewnych rzeczach nie mogą się zastąpić. Kobieta sama dziecka nie spłodzi, mężczyzna go nie urodzi. Za tym idą konsekwencje, których po prostu przeskoczyć się nie da. Kobiety w większości zawsze będą mniej atrakcyjne na rynku pracy zawodowej, a mężczyźni zawsze będą mniej atrakcyjni jako matki karmiące i opiekunki. Pytanie jednak, czy koniecznie trzeba to zmienić. Bo w innym wypadku może się okazać, że tylko dzicy są w stanie wychować niezdziczałe dzieci.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także