Nowy numer 47/2020 Archiwum

Religia wyboru

Myśl wyrachowana: Kto troszczy się dla dziecka o drugie śniadanie, niech pamięta, że każdy zje kiedyś śniadanie ostatnie

Będąc kiedyś w obcym mieście, zapytałem przygodnego przechodnia o drogę do centrum. Osobnik z lekkim uśmieszkiem wskazał mi kierunek. Po dłuższej wędrówce zamiast do centrum doszedłem do wniosku, że nie należało tego typa o nic pytać.

Ostatnio kolejny raz usłyszałem, że dzieci nie należy posyłać do sakramentów, bo one same sobie powinny wybrać, w co chcą wierzyć. Coraz częściej takie rzeczy mówią katolicy, robiąc przy tym pełne tolerancji miny. Mieliby rację, gdyby wszystkie życiowe kierunki były dobre. I gdyby obojętne było, co człowieka kształtuje. Wtedy faktycznie nie miałoby znaczenia, kogo człowiek spyta o drogę do centrum, bo centrum i tak byłoby wszędzie. Ale tak nie jest. Cel jest zawsze w jednym, konkretnym miejscu. Nieznajomość kierunku wymaga wskazania drogi. O nią trzeba kogoś pytać. Jeszcze nie było takiego, który by nie miał życiowego przewodnika. Jakiegokolwiek. Kto nie idzie za Bogiem, robi boga z tego, za kim idzie. Nawet anarchiści, choć twierdzą, że nie uznają żadnej władzy, padają plackiem przed tymi, co wymyślili ich ideologię. Ludzie wyznający „religię wyboru” tego jednak nie zauważają. Wyobrażają sobie, że powiedzieć dzieciom „Pan Jezus jest drogą”, to zmuszanie do wiary.

Nic podobnego. Do wiary zmusić się nie da, da się za to przeszkodzić w pójściu drogą wiary. I to właśnie robią rodzice, którzy mówią dzieciom „wybierzcie sobie”. Oni, najbardziej powołani do wyprowadzenia dzieci na właściwą drogę, zostawiają je na łaskę przypadkowych przewodników. Pociecha ma wtedy duże szanse trafić na takiego, co dobrze potrafi wskazać drogę jedynie na stryczek.

Jeśli dorośli mówią dzieciom „wybierzcie, w co chcecie wierzyć”, komunikują im, że to, w co sami (podobno) wierzą, jest im obojętne. Ot, taki wybór, jak każdy inny – ja wybrałem Chrystusa, ale ty możesz wybrać Buddę, Krisznę, pepsi albo prince polo.

Kochający rodzice sami wybierają dzieciom podstawówkę, troszczą się dla nich o odpowiednie gimnazjum, trzęsą się nad wyborem liceum. Ciekawe, że nagle jest im obojętne to, co dzieci wybiorą na wieczność. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że sami nigdy nie zakosztowali tego, co rzekomo wybrali. Bo gdy ludzie doznają czegoś dobrego, mówią innym „spróbujcie tego”. Na „Shreka” namawiało mnie może z pół tuzina znajomych. Dlaczego? „Bo jest fajny”. I to jakoś nie była indoktrynacja. Na „Shreka” wolno – na Jezusa nie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że jest dużo więcej niż fajny. On zmienia życie i prowadzi ludzi właściwą – choć wąską – drogą. A to nie podoba się tym, którzy rozłożyli swoje kramy przy szerokich, lecz fałszywych drogach.

Oczywiście ludzie i tak zdecydują, którędy chcą iść. Sam Bóg pozwala nam wybierać. W Księdze Powtórzonego Prawa mówi: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo”. Ale zaraz – co za niespodzianka! – wskazuje, co należy wybrać: „Wybierajcie więc życie, abyście żyli”.

Ja nie chcę, żeby moje dzieci wybrały cokolwiek. Chcę, żeby wybrały właściwie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także