Nowy numer 43/2020 Archiwum

Miłosierdzie za darmochę

Myśl wyrachowana: Samobójstwo zawsze było wspomagane, ale do niedawna tylko przez diabła

Ksiądz kazał organiście grać na pogrzebie pieśni o zmartwychwstaniu. Nie powiedział jednak, jakie. Gdy kondukt wkraczał do kościoła, zagrzmiały organy, a z chóru rozległ się głos: „Wesoły nam dzień dziś nastał, którego z nas każdy żądał”. Afera z tego była, bo chowano staruszkę, której zejścia wyglądała „kochająca rodzinka”.

Przybywa ludzi, którzy nie chcą już nawet czekać na nadejście „wesołego dnia”. Telewizja pokazała cierpiącego człowieka, który prosi o skrócenie mu życia – i pół narodu skwapliwie pośpieszyło solidaryzować się z jego prośbą. Najnowszy sondaż wykazał, że połowa Polaków popiera eutanazję, a przeciw jest tylko 36 procent. Przed kamerą wystąpił jakiś filozof-etyk i orzekł, że czas rozpocząć dyskusję o prawie do eutanazji, bo „proste »niet« niczego nie rozwiązuje”. A to dlaczego? Jakoś do tej pory rozwiązywało. Eutanazji i wszystkim innym wynaturzeniom należy się właśnie proste „nie”.

Gdyby Adam i Ewa w raju trzymali się tej zasady, nie byłoby dziś gadania o eutanazji, bo nie byłoby chorób, bólu, udręk i innych paskudztw z piekła rodem. A że za eutanazją są argumenty? Za wszystkim są. Diabeł bywa bardziej przekonujący niż Bóg, skoro prarodzice go posłuchali. Wystarczy tylko wdać się – no właśnie – w dyskusję. Przez wieki ludzie umierali, gdy przyszedł ich czas. Niezależnie od stopnia cierpień. Czy to nie dziwne, że akurat teraz, gdy medycyna umie złagodzić prawie każdą dolegliwość, wymyślono ideologię „skracania cierpień”?

Informacje o nieuleczalnie chorych zaczynają być tak podawane, żebyśmy mieli poczucie winy, że ci ludzie jeszcze żyją. Za tym idzie sugestia, że ich uśmiercenie to akt miłosierdzia. Ale to wyjątkowo tanie miłosierdzie. „Uczucie taniości” udziela się społeczeństwu, które ma poczucie wypełnionej misji, a firmy ubezpieczeniowe mają poczucie wypełnionych portfeli. Jakie to proste. Ktoś potrzebuje pomocy? No to rachu, ciachu i do piachu. Eutanazja pochodzi z tego samego źródła co aborcja. W obu przypadkach człowiek nie chce uznać, że są na tym świecie rzeczy, w których mu grzebać nie wolno. Człowieka, który przychodzi i który odchodzi, można tylko przyjąć. Niezależnie od tego, jak bardzo wydaje się niewygodny.

Te 50 procent Polaków to ludzie tak zapatrzeni w doczesność, że zapomnieli o wieczności. Gdzie się podziali ci słynni polscy katolicy? To katolik już nie wie, że obiektywnie samobójstwo jest bardzo ciężkim grzechem? A jeśli dokonanym z pomocą osób szczególnie powołanych do tego, żeby samobójstwom przeszkodzić, to jeszcze gorzej. Jeśli komuś jest obojętne, gdzie idą umierający i jaka będzie ich sytuacja po śmierci, to niech nie udaje wierzącego. Eutanazja jest niewątpliwie aktem litości. Ale litości nad sobą tych, którym zbrzydła miłość bliźniego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także