Nowy numer 28/2020 Archiwum

Cnota utraty cnoty

Ongiś w telewizji rozmawiali o zwalczaniu pornografii. W trakcie dyskusji posłanka z lewicy, robiąc oko do kamery, rzekła: „Nie czarujmy się, przecież wszyscy to lubimy”.

Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ludzie mogli robić wszystko, co lubią. Gdyby nie powściągali swoich upodobań, gwałtów byłoby więcej niż aferzystów w SLD, kradzieży tyle, że nie mielibyśmy nic prócz tego, co sami byśmy gwizdnęli innym – o ile wcześniej nie sprzątnęliby nas ci, co lubią zabijać.
Jest takie złośliwe powiedzonko, że cnota to chroniczny brak okazji. Pewnie, że moralna wartość takiej cnoty jest żadna, prawo jednak nie powinno kusić obywateli do jej utraty, a tym bardziej z utraty robić cnoty. A często robi – opierając się na tym, co lubimy, oczywiście. Nikomu przez tysiące lat nie przyszło do głowy pozbywać się ludzi wiekowych albo nieuleczalnie chorych. Teraz przyszła refleksja, że lubimy oglądać tylko ładnych, młodych i zdrowych, więc zalegalizowano zabijanie cierpiących. I proszę – mamy cnotę eutanazji.

Każdy lubi mieć spokój, a dla niektórych ciąża to kłopot, więc trzeba było zalegalizować zabijanie nienarodzonych – i mamy cnotę aborcji.

Jednopłciowe pary lubią być traktowane jak normalne? Proszę bardzo – mamy cnotliwe małżeństwa homoseksualne. Ludzie lubią narkotyki? Zwalczmy je cnotą wolności ich używania. Ludzie lubią seks bez zobowiązań? Więc niech cnotą będzie prostytucja. W Niemczech właśnie ten proceder zalegalizowano, nadając mu nazwę „handel seksualny”. Parę dni temu młoda mieszkanka Berlina, informatyk z wykształcenia, zgłosiła się jako bezrobotna do pośrednictwa pracy. Otrzymała propozycję dobrze płatnej pracy w sektorze… usług seksualnych. No co? Normalna praca, w dodatku z tradycjami. Kobieta jednak nie przyjęła oferty – i straciła prawo do zasiłku.

Na razie to bulwersuje, bo legalizacja prostytucji jest sprawą nową. Człowiek się jednak do wszystkiego przyzwyczai i każdą dewiację uzna za normę. Za parę lat o kobiecie, która nie zechce handlować swoim ciałem, powiedzą w Niemczech: „Odrzuciła taką dobrą pracę! Głupia czy leniwa?”. Zdegenerowane prawo zdegeneruje podlegające mu społeczeństwo. Bo dorośli są jak dzieci: jeśli pozwolić im konsumować to, co lubią, przejedzą się i strują. Dzieci mają rodziców, żeby im nie na wszystko pozwalali, u dorosłych tę rolę pełni moralność. Jeśli jednak ktoś nie uznaje pojęcia grzechu, podstawą jego moralności jest tylko to, co lubi. Problem w tym, że nie wszystko, co człowiek lubi, lubi też człowieka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także