Nowy numer 48/2020 Archiwum

Prawo do dzieci?

Piszę w sprawie odebrania dziecka małżeństwu, które, zdaniem kuratora i sądu, nie może podołać wychowaniu kolejnego dziecka. Jestem zbulwersowana.

Co prawda sprawę znam z drugiej ręki, ale jedyną winą małżonków, jak się wydaje, jest brak porządku w domu... Nie uważam, żeby dzieci były szczęśliwe tam, gdzie jest sterylny porządek, raczej ważne jest dla nich, by były chciane i kochane, a zdaje się, że tego w tej rodzinie nie brak. Sama mam trójkę dzieci, stale się nimi opiekuję i nie narzekam na brak zajęć. Nie należę też do przodowniczek feministek, które wyrobią 300 proc. normy, mam bałagan, a jakże, stale w domu przekładam na sterty ubrania: do szaf, do prasowania, do oddania.

Aż dreszcz przeszedł mi po ciele, co by to było, gdyby ktoś uznał, że jestem „niewydolna”? A ci wydolni, niech się przyznają, ile osób im pomaga, a może wyręcza? Ja radzę sobie sama, ale moim priorytetem są dzieci, a nie idealny ład. Zresztą „ordnung muss sein” już przerabialiśmy, i była to bolesna lekcja. Stało się źle, że dziecko odebrano temu Państwu. Proszę, abyśmy, Czytelnicy „Gościa” i rozumni rodzice, coś zrobili w tej sprawie.

Tyle się mówi o tym, jak ważne jest mówienie do dziecka w łonie matki, potem kładzenie dziecka na jej brzuchu po porodzie... Tu tymczasem zabiera się dziecko w całkiem obce środowisko i nie ma problemu. Czyżby prawo do dzieci mieli już tylko bogaci, a prawo do życia dzieci chciane przez nich? To bezduszność! Na koniec życzę temu Państwu i wszystkim rodzicom wiele siły i pomocy Bożej w wychowywaniu dzieci, bo jest to trud nieraz ponad siły (zwłaszcza jeśli ktoś naprawdę się przykłada, a nie tylko „sprząta”, „ubiera” i „karmi”).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama