Nowy numer 47/2020 Archiwum

To ma być szkoła katolicka?

Moje dziecko jest dumnym drugoklasistą prywatnej szkoły katolickiej, najlepszej w mieście. W Niem-czech. Cieszyłam się bardzo, gdy synka przyjęto.

Kilka dni temu synek ćwiczył czytankę, którą pani zadała do domu. Przy trzecim zdaniu wyostrzyłam słuch, nie dowierzając uszom. Dziecko czytało historię dziewczynki, którą prześladuje banda, chcąc zmusić ją do oddania pieniędzy. Dziewczynka nie ma pieniędzy. Łudzi się, że może Superman użyczy jej swoich mocy i uda się jej pofrunąć do domu. Superman nie wywiązuje się z pokładanych w nim nadziei i dziecko staje z bandą oko w oko. Szef żąda forsy i grozi dziecku. Dziecko pokazuje puste kieszenie. Tu czytanka się kończy. Pełna mieszanych uczuć zajrzałam na następną stronę. Tam znalazłam obraz Keitha Haringa, zmarłego na AIDS narkomana i homoseksualisty, opatrzony tytułem „U nas w domu” i obok czytankę „Prawdziwa rodzina”. Dzieci rozmawiają z tatusiem o rodzinie, podając przykłady z życia kolegów – ten ma tylko tatę, tamten ani mamy, ani taty, za to babcię i dziadka, ów ma dwie mamy, a jeszcze inny dwie mamy i dwóch tatusiów. „Czy to prawdziwa rodzina?” – pytają dzieci. „Ależ tak – wyjaśnia tatuś, podając definicję rodziny – wszyscy, którzy się kochają i się o siebie troszczą, są prawdziwą rodziną”.

Dalej znajduję tekst o grach komputerowych „zakropiony” gdzieniegdzie mocnym słowem, czytankę, w której dzieci oglądają same horrory w telewizji i umierają ze strachu. Jest również opowiadanie o chłopcu, którego ojciec jest bezrobotny i matka chodzi sprzątać. Chłopiec wstydzi się bezrobotnego ojca i opowiada koledze, jakoby ten pracował w tajnych służbach, a to, co widać, to tylko przykrywka.
Samo życie, prawda? Co tu dzieciom owijać w bawełnę, świat jest, jaki jest, i im szybciej się o tym dowiedzą, tym lepiej – zdaje się, że taka jest myśl przewodnia tej książeczki. Tylko co ona robi w szkole katolickiej? Spokojnie, myślę sobie, rodzice nic nie przeczuwają, ale jak im powiem, to się zrobi rwetes, książka zniknie ze szkoły następnego dnia. Dzwonię do kilku. I co słyszę? Że przesadzam. Dzieci muszą się swobodnie rozwijać, książka jest w porządku. – A czemu posłała pani dziecko do katolickiej szkoły? – pytam.– Bo szkoła jest dobra. Poza tym w szkole jest może 40 proc. katolików, więc o co chodzi? – słyszę w odpowiedzi.

Nazajutrz podeszła do mnie pani nauczycielka z inną damą, odpowiedzialną za dobór podręczników. Zarzucono mi brak zaufania do szkoły i nauczycielki, niepotrzebne wywoływanie zamieszania i niepokojów wśród rodziców i rozpoczęła się dyskusja o sprawach zasadniczych. Niektóre wypowiedzi były nie do pogodzenia z nauką Kościoła katolickiego w sprawach rodziny i wychowania i trudne w ogóle do pogodzenia ze zdrowym rozsądkiem. Książka została zatwierdzona przez pedagogów i inne szacowne gremia, więc nie ma o czym mówić, pedagog w końcu fachowiec od dzieci. Jedyna nadzieja, że pani przerobi może nie wszystkie teksty. Widzę, że czeka mnie walka o zasady. Czym się skończy, przede wszystkim dla dziecka?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama