Nowy numer 43/2020 Archiwum

Długodystansowiec

– Życie to nie sprint, ale bieg na długim dystansie – mówi ks. prof. Jerzy Szymik w rozmowie z Marcinem Jakimowiczem.

Marcin Jakimowicz: Żyjemy w czasach totalnej niepewności. Jest Ksiądz autorem książki „Teologia w krainie Pepsi-coli”. Może czas na drugi tom: „Teologia w krainie prawdopodobnie najlepszego piwa na świecie?”
Ks. Jerzy Szymik: – Przypomina mi się przenikliwa myśl Benedykta XVI. Papież mówi, że ideologicznie tak zwanych posiadaczy prawdy czy zwolenników tego, że prawda istnieje, oskarża się dziś o arogancję. Tymczasem opinia, iż człowiek może być jedynie poszukiwaczem prawdy, a nigdy jej znalazcą, jest w istocie degradacją człowieka i arogancją wobec Boga: że nam jakoby nie dał otwartych oczu. Tymczasem do kondycji ludzkiej głęboko należy i jedno i drugie: i szukanie prawdy, i umiejętność jej znalezienia, która wcale nie przerywa procesu szukania… To niezwykle ciekawa myśl – poznanie prawdy i jej poszukiwanie nie wykluczają się nawzajem.

Co jest lekiem na czasy niepewności?
– Świadectwo. Studenci mają prawo spodziewać się po mnie, gimnazjaliści po nauczycielu, dzieci po ojcu, że spotkają w nas dojrzałych facetów, którzy wbrew obowiązującym tendencjom kulturowym postawią na cnoty długodystansowców, niekoniecznie sprinterów: na cierpliwość, stałość, wierność, umiejętność milczenia, zgodę na poprzestawanie na małym. Że spotkają dorosłych mężczyzn, którzy nie będą ich mamili własnym rozedrganiem, rzucaniem się na oślep na wszystko i pokażą, że tak da się żyć. To nawet nie musi być życie bez skazy, ale życie wolne od presji chwili, w którym człowiek widzi dalej.

Ale przecież długi dystans przeraża młodych. Jesteśmy przyzwyczajani do zbawienia „na skróty”. Stąd popularność New Age. Kilka seansów reiki czy metodą Silvy i od razu gotowy efekt.
– Gimnazjaliści mają prawo być gimnazjalistami. Człowiek ma prawo mieć 16 lat. Pamiętam swoje doświadczenie. Jest pierwsza połowa lat 80., jestem katechetą w Chorzowie-Batorym. Uczę młodzież z roczników 1964–70, dzisiejszych czterdziestoparolatków. Po jednej z katechez myślę ponuro: jak ci dorosną, to Piekary w czasie pielgrzymki mężczyzn będą świeciły pustkami. To koniec… Mija kilkanaście, kilkadziesiąt lat i Piekary nie są puste. Myliłem się wtedy. Małżeństwo, dzieci, praca, cierpienie, trudy życia, żywa tradycja religijna Śląska – to zrobiło ze „smarkaczy” mężczyzn. Obowiązkiem mojego pokolenia jest przekazać młodszym, że życie to bieg na długim dystansie. Że nie muszą mieć wszystkiego w kwadrans. Musimy wziąć odpowiedzialność za nasze dzieci, cierpliwie to wytrzymać i pamiętać, że nam też ktoś pomógł – nie naszą życiową mądrością.

Czy teologa nie irytuje spłycanie tajemnicy Pana Boga do tego czy „to działa”?
– Bardzo mnie to boli i z biegiem czasu mam coraz większe kłopoty, by cierpliwie ciśnienie tego bólu i irytacji wytrzymać. Ale wiem, że gdy spotykam się z dwudziestolatkami, muszę pokornie znieść ich niecierpliwą młodość, żądania natychmiastowych owoców. Mnie też ktoś znosi. A oni mają prawo spodziewać się po mnie dojrzałości.

Jakie niebezpieczeństwo czai się za pozornie niegroźnymi hasłami postmodernistów: każdy ma swą drogę, swoją prawdę?
– Straszliwe. Najgłębsze niebezpieczeństwo, jakie w tym widzę, polega na kwestionowaniu Boga. Myślę, że to sięga aż tak daleko. Jeśli jest Bóg, to odpowiedzi na pytania „skąd?”, „dokąd?” i „jak?” w życiu są jasne. Gdy Boga nie ma, wszystkie te pytania są w rozsypce i pozostają bez odpowiedzi. Jeszcze raz odwołam się do Benedykta XVI: „Czy powiedzenie, że urodziliśmy się ślepi i prawda nie jest naszą sprawą, nie jest wyrazem pogardy dla Boga? […] to prowadzi do rzeczywistej arogancji, która polega na tym, że to my chcemy zająć miejsce Boga i określać, kim jesteśmy, co mamy robić, co chcemy uczynić z siebie i ze świata”.

"Staram się nie obrażać na ten świat” – mówił Ksiądz przed laty. Skąd zatem ten wyczuwalny ostatnio radykalizm wypowiedzi? Postmodernistów nazywa Ksiądz często „prorokami rozpaczy”.
– Nieobrażanie się na ten świat i odwaga oceny nie są sprzeczne. Przeciwnie: dlatego, że kocham mój świat i mój czas, to mi na nich zależy, krytykuję zło, które je niszczy. Więc nie jestem obrażony na ten świat ani na Boga za to na przykład, że mnie nie stworzył w średniowieczu lub nie poczekał jeszcze 200 lat. I z tego samego powodu muszę umieć mówić złu „nie”, a dobru „tak”. Zwłaszcza we mnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama