Nowy numer 12/2019 Archiwum

Siostra niejedno ma imię

Religii uczyła mnie s. Jukunda. Przyjaźnię się z s. Noemi. Jestem zachwycona pracą s. Konsolaty. Tylko dlaczego mają takie dziwaczne imiona?

Czy nigdy nie zastanawiało Cię, drogi Czytelniku, dlaczego siostra posługująca w Twojej parafii to Zygfryda, Joanella albo Anuncjata? A zakonnice o wdzięcznych imionach Paschalisa, Caritas, Lojola? Nie prościej byłoby Anna, Maria i Agnieszka? Czy nie uśmiechałeś się dyskretnie, gdy Twoje dziecko przekręcało imię siostry katechetki i zamiast Krescencja mówiło Kreska, a Immaculatę nagminnie nazywało s. Imką? Przez kilkanaście lat zastanawiałam się, dlaczego moja katechetka z podstawówki, ciepła i mądra karmelitanka od Dzieciątka Jezus, ma na imię Jukunda (dzieci nazywały ją Ikoną, względnie Kunegundą.) Targana imienniczo-zakonną rozterką postanowiłam to sprawdzić.

Wzruszające są spotkania po latach, szczególnie gdy dzwoni była uczennica, przedstawia się jako dziennikarka i bezpardonowo pyta: „Dlaczego siostra ma tak ciekawie na imię”. Siostra Jukunda, jak zawsze opanowana i cierpliwa, wyjaśnia: gdy przyjmowała śluby zakonne, już prawie pół wieku temu, siostry w jej zgromadzeniu nie wybierały imion same. Po obłóczynach dowiadywały się, jak w nowym zakonnym życiu będą mieć na imię. Siostrze Jukundzie imię wybrał założyciel zgromadzenia o. Anzelm Gondek. Nie od razu je zapamiętała. Potem jednak, gdy poczytała o swojej nowej patronce, nieznanej, acz szlachetnej i żyjącej w opinii świętości pustelnicy z Włoch, polubiła swoje nowe imię. Znaczy ono „miła”. Pasuje. A s. Noemi? Jest betanką, znaną w Warszawie z organizowania festynów charytatywnych, na których kwestują znani i lubiani. I nikt z VIP-ów nie potrafi jej odmówić. Dlaczego? Chyba dlatego, że jest zawsze uśmiechnięta i konkretna w wyborach jak jej patronka, starotestamentalna Noemi. Gdy przyjmowała śluby, młode siostry proponowały trzy imiona, z których przełożone wybierały jedno. Młoda (jeszcze wtedy zwykła) Joanna wybrała zwykłe Róża, Magdalena i niezwykłe Noemi, na które, jak sądziła, nikt jej nie pozwoli. I mocno się zdziwiła, gdy właśnie tym imieniem wezwano ją w czasie obłóczyn. Pamiętasz, Czytelniku, fragment wiersza ks. Twardowskiego: „siostra Konsolata, bo kąsa i lata”? Co na to prawdziwa s. Konsolata dyrektorka Domu Samotnej Matki w Otwocku? Śmieje się do rozpuku i potwierdza: lata nieprzerwanie!

Od rana do późnej nocy, między swoimi podopiecznymi – dziewczynami, ich dziećmi, a urzędami, sklepami, ważnymi sprawami. A czasami, gdy subtelne zakonne metody nie skutkują, w obronie swoich, musi i kąsać. Niezbyt mocno, acz skutecznie. Gdy wiele lat temu wylosowała (!) swoje nowe imię, nie sądziła, że będzie ono tak trafne: bo ileż ona się tych łez dziewczęcych nawyciera. A jej imię znaczy „pocieszycielka”. Siostra Teresa Antonietta ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi była postulatorką w procesie beatyfikacyjnym abp. Felińskiego. Opowiada, że w ciągu lat istnienia zgromadzenia obyczaje imienne ulegały zmianom. Abp Feliński nie zalecał zmiany imion: zakon miał być czynny, otwarty na ludzi, więc życie sióstr wcale nie miało się bardzo zmienić. Jednak w ciągu lat sióstr było tak dużo, że należało je różnie nazywać – żeby się nie myliły. I tak np. kilkadziesiąt lat temu przyjęto zasadę, że nadaje się imiona starosłowiańskie. Były wtedy wśród cór duchowych abp. Felińskiego Grzymisławy, Dobrosławy itp. Z ciekawostek: w historii zakonu były też siostry Cherubina, Serafina czy Hosanna. Obecnie jednak powrócono do zalecenia założyciela – siostry pozostają przy imionach z chrztu.

Podobnie jest u sióstr Sacré Coeur. S. Jolanta Glapka, założycielka fundacji „Pasja Życia”, śmieje się, że wizja imienia Hermenegilda skutecznie odstraszyła ją od innych, potencjalnych zgromadzeń. W założeniu tych sióstr zmieniać ma się serce i wnętrze, a imię – niekoniecznie. Natomiast u klauzurowych dominikanek imię nadal jest nadawane „odgórnie”. Siostra Joanna, przeorysza w Radoniach, nadaje imiona zakonne, kierując się jednak zdaniem przyszłej siostry. Wybiera imiona proste, najczęściej pochodzące od ulubionego patrona postulantki. Jak mówi, nie powinno się imieniem „unieszczęśliwić” młodej zakonnicy. Kiedyś jednak subtelna Anna zamieniła się w zakonie w s. Józefę. Najpierw trochę bolało. A potem? Potem s. Józefa poznała lepiej swojego patrona. I nie zamieniłaby już „dziwacznego” imienia na żadne inne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji