Nowy numer 43/2020 Archiwum

Seks obowiązkowy

Edukacja seksualna ma być od 1 września obowiązkowa dla prawie wszystkich uczniów. To nowa propozycja ministerstwa edukacji.

Zwolnione z zajęć będą tylko te dzieci, których rodzice złożą u dyrektora szkoły pisemny sprzeciw. To kolejny z serii pomysłów Ministerstwa Edukacji Narodowej, po zamieszaniu z sześciolatkami, ograniczaniu lekcji historii i cięciach na listach lektur. – Uświadamianie seksualne z natury należy do rodziny. Propozycja ministerstwa wygląda na próbę wyjęcia tej kwestii z gestii rodziców – ocenia prof. Krystian Wojaczek z Uniwersytetu Opolskiego, kierownik katedry Teologii Pastoralnej i Duszpasterstwa Rodzin oraz specjalista nauk o rodzinie. Edukacja seksualna jest częścią zajęć z wychowania do życia w rodzinie. W ciągu roku ma miejsce 14 takich lekcji. Zaczynają się już w V klasie. I tu MEN nie planuje zmian. Teraz jednak rodzice mają większy wpływ na to, czy chcą przekazywać dziecku te treści osobiście, czy oddać inicjatywę nauczycielowi. Jeśli mają w tej sprawie zaufanie do szkoły, wyrażają zgodę na uczestnictwo dziecka w zajęciach. Jeśli MEN postawi na swoim, od 1 września rodzicom, którzy się na to nie zgadzają, będzie trudniej. Jeśli nie zdecydują się na pisemny sprzeciw, ich dzieci wezmą udział w tych zajęciach automatycznie.

Precz z szarą strefą
Propozycje ministerstwa budzą jednak niepokój wielu rodziców. Prawdopodobnie tylko nieliczni zdobędą się na odwagę, żeby złożyć na ręce dyrektora pisemny sprzeciw. Ci, którzy to zrobią, mogą narazić się na przyklejenie im łatki radykałów. Nawet ich własne dzieci nieraz będą naciskać, żeby rodzice się zgodzili, by nie narazić się na żarty kolegów i wytykanie palcami. W tej chwili im to jeszcze nie grozi, bo frekwencja na zajęciach wychowania do życia w rodzinie jest daleka od 100 proc. Według MEN, w tym roku w tych lekcjach brało udział około 76 procent uczniów szkół podstawowych, 77 procent gimnazjalistów i 46 procent licealistów. Co MEN chce przez tę zmianę osiągnąć? – Istnieje pokaźna grupa rodziców, którzy nie interesują się edukacją swoich dzieci. Nie uczestniczą w żadnych szkolnych zebraniach. Ich dzieci nie są wychowywane ani przez rodzinę, ani przez szkołę, tylko przez ulicę i środki masowego przekazu – wyjaśnia Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN. – Chcemy zlikwidować tę szarą strefę. Zamierzamy więc wprowadzić możliwość podjęcia decyzji za rodziców. Jednocześnie świadomi rodzice, którzy wolą sami przekazywać dzieciom wiedzę o seksualności, będą mogli zgłosić swój sprzeciw – dodaje. Profesor Krystian Wojaczek z Uniwersytetu Opolskiego też uważa, że spora część rodziców nie wywiązuje się z uświadomienia seksualnego swoich dzieci. Obawia się jednak, że recepta MEN na rozwiązanie tego problemu właśnie pogorszy sytuację, odbierając w tej kwestii inicjatywę rodzinom. – Rodzicom bę-dzie teraz o wiele trudniej wyrazić sprzeciw, podjąć jakąś akcję, żeby wyciągnąć swoje dziecko spod wpływu nauczyciela, który je demoralizuje – uważa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama