Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zakochani sakramentalni

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Nie, to jeszcze nie koniec przysięgi małżeńskiej, jest jeszcze: „Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”.

Małżeństwo jest sakramentem, czyli łaską, darem Boga dla zakochanych. Przez sakrament Ten, który sam jest Miłością, błogosławi, uświęca, ochrania kruchą ludzką miłość mężczyzny i kobiety. Bóg wiąże ich ze sobą na zawsze, bez względu na wszystko. Piękna teoria? Niemożliwe? Wiele, a może wszystko zależy od tego, czy małżonkowie na serio mówią słowa: „Tak mi dopomóż, Panie Boże…”. Bóg nie pcha się na siłę do ludzkich spraw, ale zaproszony odpowiada. Z Nim jest możliwe więcej. O wiele więcej… Nieraz kłócą się, cisną talerzem, pomyślą: nie wytrzymam. Nawet po 30 latach razem z radością uprawiają seks. Opowiadają o cudach, które zdarzają się im raz po raz. Żyjemy w trójkącie – mówią Łosiowie, Malinowscy i Ćwiekowie. – Zaprosiliśmy Boga do małżeństwa. Ich przyjaciele dawno po rozwodach, nieraz dwóch, trzech. Też przysięgali przed ołtarzem być razem aż do śmierci. Ale kościelny ślub to nie magia. To pierwszy krok na trudnej i pięknej drodze sakramentalnego związku. Dalej bywa surviving. Po kilkunastu, kilkudziesięciu latach małżonkowie są pewni, że Bóg rozciąga nad nimi parasol łaski, skoro żyją razem i jest coraz lepiej.

Zawierzyli
Teresa Łoś, historyk, krótko po ślubie poczuła lawinę rozczarowań. Ukochany Wiesław kompletnie jej nie rozumie. – Koleżanki rozwodziły się jedna po drugiej. Namawiano mnie, abym szukała szczęścia gdzie indziej. Trwałam z coraz mniejszym przekonaniem. Bałam się, że ja nie wytrzymam albo mąż mnie zdradzi. Inne kobiety robiły wszystko, żeby to się nie stało, i stawało się. Zawsze szukałam w Kościele prawdy, znajdowałam pomoc. Teraz niedzielne Msze św. już mi nie wystarczały. W małej wspólnocie Kościoła zaczęłam rozumieć, czym jest małżeństwo. I to, że Pan Bóg jest gwarantem tego sakramentu. Przestałam kurczowo trzymać się swoich wyobrażeń. Zawierzyłam. Niech On zbuduje mój związek. Przeżyłam szok. Doświadczyłam, jak inaczej Pan Bóg ustawia role kobiety i mężczyzny. Inaczej tworzy jedność. Jest w niej miejsce na kłótnie, na różnice, na to, że służyć jest pięknie, na rozrzucone skarpetki męża, które ustawicznie zbieram, ale to już nie rani mojej ambicji. – Małżeństwo bez Pana Boga ma bardzo małe szanse – dodaje mąż Wiesław, wydawca.

Malinowscy, dziennikarka i urzędnik, w czasach studenckich „bujali” się ze sobą przez sześć lat. To zakochani do szaleństwa, to rozstawali się na zawsze. Ola: – Założyłam obrączkę i poczułam się bezpieczna. Miesiąc po ślubie nie rozmawialiśmy ze sobą dwa tygodnie. Zafascynowana zawodem pracowałam na okrągło. Darek coraz bardziej odsuwał się ode mnie. Kiedyś otworzyli Biblię i rąbnęły ich słowa św. Pawła: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce. Fakt, nie da się modlić wieczorem z burzą w sercu. Prosili o pomoc. Zaczęli szczerze rozmawiać. Inaczej niż dotąd. Ola: – Krzyczymy nieraz na siebie, mąż parę razy rozbił kubek o ścianę, ale od 12 lat gramy do jednej bramki. Jesteśmy odrębni w jedności. Dariusz: – Miłość zawsze szanuje wolność drugiego człowieka. Nie ma u nas cichych dni. Skoro innych partnerów nie będzie, opłaca się godzić szybko. Ślub dla Jacka Ćwieka, inżyniera i żeglarza, nie był ulgą „uf, dopiąłem swego”. Czuł powagę sytuacji. – Zadanie na całe życie. Na przykład uczyłem się patrzeć na żonę w dobrym świetle. Kolekcjonuję zalety i mam je pod ręką, gdy coś jest nie tak. Barbara, prawniczka, zaraz po ślubie rozczulała się nad sobą, „och, jaka ja jestem biedna, on nie zaniósł rzeczy do magla”: – Skoro pozwoliłam Bogu kierować sobą, słucham Go. Dostaję impuls: pomódl się, wycisz. I opadają złe emocje, optyka mi się zmienia. Robię mężowi sałatkę owocową.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama