GN 32/2018 Archiwum

Między urną a amboną

Czy proboszcz powinien mówić parafianom, na kogo mają głosować? I tak, i nie.

Do pasterzy Kościoła nie należy bezpośrednie interweniowanie w układy polityczne i w organizację życia społecznego. Zadanie to wchodzi w zakres powołania wiernych świeckich – twardo stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego. A Benedykt XVI przypomniał polskim duchownym, że nie mają być specjalistami od polityki. Co mają zrobić duszpasterze, gdy świeccy próbują poznać ich wyborcze preferencje?

Ksiądz obywatel, ale...
Ksiądz, jako obywatel, ma prawo do poglądów politycznych. Kard. Zenon Grocholewski tłumaczy: „Jestem przekonany, że kapłan tak jak każdy inny obywatel musi dążyć do dobra swego kraju i co więcej ma nawet obowiązek starania się, by budowano jego przyszłość na wartościach, w które wierzy”. Problemem jest sposób, w jaki swoje poglądy i preferencje polityczne pokazuje. – Proboszcz jest w trudnej sytuacji, musi uważać, by opowiadając się za jednym ugrupowaniem nie stanąć przeciw choćby małej części parafii – zwraca uwagę ks. Włodzimierz Lewandowski, proboszcz parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Skrzynkach (diecezja włocławska).

Ksiądz musi zdawać sobie sprawę, że składając jednoznaczne deklaracje polityczne zagraża jedności wspólnoty, której jest pasterzem. Już w roku 1971 Synod Biskupów dał księżom wskazówkę: „Biorąc pod uwagę, że opcje polityczne jako takie mają ograniczony zakres i nie interpretują nigdy Ewangelii w formie całkowicie adekwatnej i trwałej, prezbiter jako świadek przyszłej rzeczywistości powinien zachować pewien dystans wobec jakiejkolwiek funkcji lub pasji politycznej”.

Bez agitacji
Proboszczowie, z którymi rozmawiał „Gość”, wskazują, że inaczej należy patrzeć na zainteresowanie księdza lokalną polityką w małych miejscowościach, a inaczej w dużych. W większych miejscowościach dystans między parafią a samorządem jest często nie do przezwyciężenia. Inaczej w małych miejscowościach. Ich społeczność jest równocześnie wspólnotą parafialną. Tu duszpasterz nie tylko może, ale powinien interesować się, jaki jest lokalny samorząd i jak rozwiązuje problemy. Na wielu polach współpraca księdza i lokalnych władz jest po prostu nieodzowna. Na przykład troska o dzieci i młodzież, o ludzi ubogich – to wspólne zadania dla parafii i dla gminy.

Wielu księży przyznawało w rozmowach z „Gościem”, że namawiali konkretne osoby do kandydowania w wyborach samorządowych. Tego typu propozycje odbierane jednak były przez niektórych namawianych jako deklaracja jawnego poparcia, a nawet agitacji ze strony duchownego. – Zdarzyło mi się, że ze wstydem wycofywałem się z takiej rozmowy – opowiada proboszcz wielkomiejskiej parafii. – Przecież nie jestem od tego, aby robić kampanię nawet najporządniejszemu człowiekowi.

Lepsze milczenie
Cytowany już Synod Biskupów podkreślił, że prawo księdza do ujawniania własnych wyborów politycznych bywa ograniczone. Niejednokrotnie nawet w rozmowach prywatnych z parafianami nie powinien mówić, na kogo zagłosuje. Co mówić wiernym szczerze pytającym o wskazówki? Ks. Lewandowski odpowiada: – W ciągu najbliższych lat przyjdą do Polski duże pieniądze. Wybierzcie takich, którzy będą potrafili po te pieniądze wyciągnąć rękę, by ktoś nie sprzątnął wam ich sprzed nosa. Musicie stworzyć reprezentację walczącą o wasze interesy, a nie wybierać ludzi, którzy w każdym głosowaniu będą bezmyślnie podnosili rękę, bo im tak wcześniej kazano.

Inni księża dodają, że w takich rozmowach wskazują na cechy, które powinni posiadać ludzie warci poparcia, a nie wymieniają nazwiska albo ugrupowania politycznego. – Takie wskazywanie palcem jest bardzo kuszące, ale niebezpieczne – mówi proboszcz, który woli nie podawać nazwiska. – Można się bardzo sparzyć i narobić sporo szkody wśród parafian.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji