Nowy numer 48/2020 Archiwum

Oddychać z Bogiem

Zanurzeni po uszy w zgiełkliwej rzeczywistości życia publicznego, zdominowanego przez politykę, często nie dostrzegamy, że tuż obok, niemal na wyciągnięcie ręki, istnieje rzeczywistość inna, diametralnie różna, pełna spokoju i wyciszenia.

Odkrycie jej nie wymaga z naszej strony jakichś nadzwyczajnych zabiegów ani wielkiego mozołu. Wystarczy lekko uchylić drzwi kościoła i wejść do środka albo – jak radzi Jezus – zamknąć się na dłuższą chwilę w swojej „domowej izdebce”.

To rzeczywistość modlitwy. Wejdźmy w nią, a przekonamy się, że nasze przebywanie w niej wcale nie jest tchórzliwą ucieczką od świata zewnętrznego. Przeciwnie, siła płynąca z duchowych zasobów modlitwy może temu światu jedynie pomóc, może go wesprzeć, szczególnie w sytuacjach trudnych lub kryzysowych.

W niedzielę dokonaliśmy kolejnego wyboru. Już wkrótce staniemy przed następnym. Tym bardziej aktualne wydają się więc słowa modlitwy Jana XXIII z encykliki Pacem in terris: „Oświeć tych, co rządzą losami ludów, ażeby troszcząc się o godziwy dobrobyt swoich rodaków, utrzymywali nieocenione dobrodziejstwo pokoju, abyśmy umieli obalać bariery, które ludzi dzielą, a zacieśniać więzy miłości wzajemnej, abyśmy mieli zrozumienie dla innych i przebaczali tym, którzy nam przykrość wyrządzili”.
Zrozumieć Różaniec
Październik co roku roztacza przed nami niezwykłą ofertę „kolistej modlitwy”, jaką jest Różaniec. Trzeba przyznać, że przez długi czas, nawet w samym Kościele, nie doceniano znaczenia i bogactwa modlitwy różańcowej. Uważano, że jest nudna i oderwana od życia. Z biegiem lat okazało się jednak, że Różaniec zawojował nie tylko „maluczkich”, ale zdobył serca wielu ludzi o wysokim poziomie intelektualnym. Jedno z najpiękniejszych i najbardziej przejmujących świadectw przylgnięcia do Różańca znajdujemy w autobiograficznej książce czeskiego konwertyty, wybitnego teologa, ks. Tomáša Halíka pt. „Radziłem się dróg”: „Ja, głupiec, uważałem dawniej Różaniec za coś przestarzałego, bezmyślnego, »dla babć«.

I musiałem dopiero poprzez poznanie duchowości indyjskiej i »mantr« zrozumieć, co oznacza rytmiczna modlitwa, która odbywa się na znacznie głębszym poziomie, niż ten nasz mały rozum z jego wypoconą aktywnością. U początków tego odkrycia leży zabawne wydarzenie. Zobaczyłem kiedyś w autobusie starą zakonnicę, która odmawiała Różaniec i usnęła. Z otwartymi bezzębnymi ustami wyglądała dość komicznie i ludzie też się złośliwie uśmiechali. Ze wstydem przyznaję, że dla mnie, młodego konwertyty, który wolał widzieć swój Kościół reprezentowany w sposób bardzo godny, było to trochę przykre doświadczenie, ale denerwowałem się również na ludzi i powiedziałem Panu: Panie Boże, ja podejmę to za nią, pozwól mi wejść w modlitwę i dokończyć ją. Zacząłem po cichu odmawiać Różaniec. I w tym momencie wpadłem w taką głębię, w takie przeżycie bliskości Boga, o jakim dotąd nie miałem pojęcia. Zrozumiałem, (...) że modlitwa to nie jakiś wyczyn, że nie chodzi w niej o sztukę koncentracji ani o wzniosłe słowa czy uskrzydlone idee. Że to znaczy po prostu oddychać z Bogiem, w którym my także poruszamy się i trwamy”.

Warto przypomnieć, że dla świętego Jana od Krzyża punktem kulminacyjnym w drodze duchowej jest chwila, gdy człowiek już nie może modlić się „sam” i stwierdza nagle, że „Bóg modli się w nim”. Bogu zaś poleca swoje intencje. Dlatego Jan Paweł II powiada, że „Różaniec naprawdę pulsuje ludzkim życiem”. Niezwykle istotną częścią tego życia jest bez wątpienia sfera polityki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama